Poprzedni

To nie jest ustawa tylko dla specjalistów – UDIP z perspektywy lokalnego watchdoga

 

Można powiedzieć, że jestem praktykiem korzystania z ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wysyłam kilkadziesiąt wniosków rocznie, a zebrane informacje wykorzystuję w codziennej pracy w Fundacji Wolności – organizacji, która patrzy na ręce władzom samorządowym. Co więcej, jesteśmy wydawcą tytułu prasowego „Jawny Lublin”, którego istotą jest udostępnianie czytelnikom i czytelniczkom informacji, zwłaszcza tych trudno dostępnych.

Tekst powstał z okazji 25-lecia Ustawy o dostępie do informacji publicznej.

To jednak nie jest ustawa tylko do specjalistów. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak często w codziennym życiu korzystamy z prawa do informacji. Zadając pytania o uzasadnienie decyzji wydanej przez urząd, termin remontu ulicy czy choćby godziny pracy gminnej biblioteki, korzystamy z prawa do informacji.

Lokalnie prawo do informacji nabiera jeszcze większego znaczenia, bo im bliżej naszego domu, tym trudniej jest znaleźć informacje o działalności instytucji i urzędów. Na poziomie ogólnopolskich instytucji publicznych, urzędów marszałkowskich czy choćby dużych miast, Biuletyny Informacji Publicznej agregują duży zasób dokumentów i informacji. Im mniejszy ośrodek władzy, tym trudniej znaleźć w nich np. protokoły z posiedzeń komisji, projekty uchwał, które mają być podjęte na najbliższej sesji czy nawet oświadczenia majątkowe.

Nie w każdym samorządzie prawo do informacji jest respektowane. Niedawno na posiedzeniu komisji skarg, wniosków i petycji rady miejskiej w Świdnicy, radczyni prawna urzędu stwierdziła, że mieszkańcy „nie mogą dokonywać rejestracji wizualnej ani audio przebiegu obrad. Takie sytuacje – choć coraz rzadsze – pokazują, że wciąż potrzebujemy edukacji o prawie do informacji.

Nie w każdym samorządzie prawo do informacji jest respektowane.

Jak wspomniałem na początku, dzięki ustawie o dostępie do informacji publicznej mogę pozyskiwać potrzebne mi dane i informacje. Jest to też sposób na otrzymanie wiarygodnych, zweryfikowanych informacji. Rzecznik prasowy udzielający odpowiedzi na niewygodne pytania dziennikarza może próbować udzielić odpowiedzi wymijającej, nie na temat, pominąć niewygodne dane. Takich możliwości nie ma, gdy zadamy konkretne pytanie we wniosku o informację publiczną. Obie strony to wiedzą, czego dowodem są nasze sprawy sądowe, będące następstwem nieudzielenia odpowiedzi na wniosek o informację publiczną. Trzeba przyznać, że tutaj prawo działa. Najczęściej takie „ukrywanie” informacji kończy się wyrokiem, nakazującym udzielić odpowiedzi.

Tak było w przypadku spółki SIM Południowe Podlasie, której prezes nie chciał odpowiedzieć na pytania naszego dziennikarza o koszty wynagrodzeń zarządu, rady nadzorczej i koszty organizacji walnego zgromadzenia spółki. Po prawomocnym wyroku sądu (spółka skorzystała z możliwości odwołania się do NSA) i tak poznaliśmy i upubliczniliśmy te informacje.

Ustawa ma już 25 lat. W tym czasie zmieniło się bardzo wiele, zarówno w naszym życiu, jak i sposobie działania urzędów i instytucji publicznych. Nastąpił szybki rozwój technologiczny. Mimo tego przepisy wciąż są aktualne i stanowią skuteczne narzędzie do ujawniania informacji. Ma to oczywiście pozytywny wpływ na decyzje podejmowane przez polityków i urzędników. Działa to jak „profilaktyka jawnościowa” – skoro każdy w dowolnym momencie może zapytać o wydatek, dokument, decyzję, to lepiej, aby była użyteczna, odpowiadająca interesom mieszkańców. To właśnie ta funkcja profilaktyczna jest dla mnie najlepszym uzasadnieniem dla tej już 25-letniej ustawy o dostępie do informacji publicznej. Niech nam żyje 1000 lat!
 

*Krzysztof Jakubowski – członek Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, fundator i Prezes Fundacji Wolności.

 

 

Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze działania darowizną.

Komentarze

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *