Skład suplementów pozostaje niewiadomą

www.pixabay.com

Eksperci WHO apelują, by nie próbować samodzielnie „uodpornić” się na koronawirusa środkami dostępnymi bez recepty: zażywane w nadmiarze witamina C, D czy cynk mogą nam nawet dodatkowo zaszkodzić. A tymczasem okazuje się, że postępowanie producentów dostępnych na rynku suplementów diety raczej nie ułatwia nam rozsądnego wzbogacania diety.

NIL sprawdza

Na początku tego roku Gazeta Prawna opublikowała artykuł, z którego wynikało, że Narodowy Instytut Leków przebadał 50 najpopularniejszych suplementów dostępnych w aptekach i odkrył poważne rozbieżności między deklarowaną zawartością substancji czynnych czy wyciągów roślinnych a faktycznym składem produktów – w przypadku niektórych witamin mogła być nawet o połowę niższa.

W związku z tymi doniesieniami, Stowarzyszenie zawnioskowało do Dyrektor Instytutu o udostępnienie tego raportu. Niestety, 6 marca tego roku otrzymaliśmy decyzję odmowną, w której wskazano nam, że wnioskowane informacje stanowią tajemnicę przedsiębiorcy w rozumieniu art. 5 ust. 2 UDIP, a co więcej udostępnienie tych informacji mogłoby naruszać odpowiednie przepisy regulujące korzystanie z praw autorskich i powiązane z tymi prawami obowiązki instytutów badawczych (Odpowiedź NIL).

Wartość rynku suplementów diety była w 2018 roku szacowana na blisko 5,4 mld złotych. Według przeprowadzanych badań codziennie mogą być stosowane nawet przez co drugiego Polaka. Jednocześnie wprowadzenie na rynek suplementu jest znacznie prostsze niż leku dostępnego bez recepty, nie wymaga od producenta udowodnienia skuteczności i bezpieczeństwa w stosowaniu nowego preparatu. Dlatego dostęp do raportu może wprost przekładać się na zdrowie osób takie środki stosujących oraz dokonywane przez nie wydatki na wyroby medyczne. Jeżeli zatem państwowy instytut badawczy, którego misją jest „prowadzenie rozległej i różnorodnej działalności na rzecz ochrony zdrowia w Polsce” znajduje się w posiadaniu informacji o nieprawidłowo oznaczonym składzie najpopularniejszych suplementów (dodatkowo dostępnych w aptekach, które w powszechnej optyce gwarantują wyższy poziom bezpieczeństwa sprzedawanych produktów) to informacje takie powinny być szeroko rozpowszechniane.

Raport nie dla wszystkich

Co stoi, zdaniem Instytutu, na przeszkodzie? Przede wszystkim informacje rzekomo mają stanowić tajemnicę przedsiębiorcy. Przez taką tajemnicę rozumie się informacje techniczne, technologiczne i organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, co do których podjęto działania w celu utrzymania ich w poufności.  Trzeba jednak zauważyć, że elementem tej definicji jest to, że te informacje mają dotyczyć funkcjonowania i organizacji przedsiębiorcy – podmiotu prowadzącego na własny rachunek działalność gospodarczą. Oczywiście w określonych sytuacjach państwowe instytuty badawcze mogą działać w charakterze przedsiębiorcy, nie wydaje się jednak, że mamy do czynienia z taką sytuacją, kiedy w ramach wypełniania zadań publicznych tworzony jest przez państwowy instytut raport. Tymczasem, jak wynika z odpowiedzi, do raportu dostęp miały wyłącznie trzy osoby pełniące w Instytucie kierownicze funkcje. Dlaczego więc nie można go udostępnić szerszej publice? Przecież został on sfinansowany z publicznych środków.

Dalej Instytut zaproponował intrygujące wnioskowanie na podstawie fragmentu ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych – art. 28 ust. 1 wskazuje, że instytucje oświatowe, uczelnie i instytuty badawcze mogą użyczać egzemplarze już rozpowszechnionych utworów – czyli dla nie prawnika: mogą wypożyczać książki i inne pozycje zgromadzone w swoich zbiorach. Instytut stwierdził jednak, że skoro badania jeszcze nie rozpowszechnił… to przez wzgląd na prawa autorskie rozpowszechnić nie może. Jest to oczywiście błędne rozumowanie – instytuty mogą publikować swoje jeszcze nierozpowszechnione badania, inaczej żadna państwowa instytucja nie mogłaby nigdy opublikować niczego nowego.

Czy raporty, a nawet same wyniki badań, mogą być chronione prawem autorskim – jak najbardziej. W opisanym przypadku Instytut mógłby kontrolować rozpowszechnianie tego raportu, a także czerpać korzyści z jego udostępniania. Instytut nie jest jednak po prostu podmiotem na rynku prywatnym odpłatnie sporządzającym analizę dla zamawiającego – jest państwową instytucją, korzystającą z publicznych środków, dla zapewnienia pełniejszej ochrony zdrowia nas wszystkich. Dlatego efekty jego pracy powinny być publicznie dostępne.

W związku z tym Stowarzyszenie wniosło skargę na decyzję odmowną do sądu administracyjnego.

           

 

Pomóż jawności i naszej niezależności!

Komentarze

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *