“Jedna z mieszkanek Ośna Lubuskiego przyjęła za punkt honoru masowe składanie kolejnych wniosków o dostęp do informacji publicznej”

Stanisław Kozłowski — burmistrz Ośna Lubuskiego, 14 kwietnia 2025 roku na swoim oficjalnym profilu na Facebooku umieścił film, którym zainicjował akcję STOP HEJTEROM. Czy to inicjatywa mająca walczyć z lokalną mową nienawiści? Niezupełnie. 

Na początku filmu burmistrz deklaruje:

(…) podpisując dzisiaj decyzję o odmowie udostępnienia informacji publicznej dla jednej z mieszkanek Ośna Lubuskiego, symbolicznie rozpoczynam w Ośnie Lubuskim akcję stop hejterom”.

Czym jest hejt? Według słownikowej definicji to pojęcie opisujące obraźliwy i zwykle agresywny komentarz internetowy. Z hejtem mamy do czynienia wówczas, gdy o jakiejś osobie mówi się w sposób wrogi i agresywny (źródło). Co dla Burmistrza Ośna Lubuskiego jest hejtem? Częste zadawanie pytań, o czym mówi w dalszej części swojego nagrania. 

Ustawa o dostępie do informacji publicznej przewiduje, iż urząd może odmówić udostępnienia informacji, powołując się na ochronę informacji niejawnych, ochronę osób prywatnych i tajemnicę przedsiębiorcy. Ustawodawca nie przewidział innych okoliczności odmowy, a burmistrz, jako organ władzy publicznej, musi działać na podstawie i w granicach prawa. Stanisław Kozłowski, deklarując w filmie, że nie będzie odpowiadał na wnioski jednej z mieszkanek, ponieważ ta jego zdaniem za dużo pyta, otwarcie przyznaje, że będzie łamał prawo. 

W ostatnich kilku miesiącach jedna z mieszkanek Ośna Lubuskiego przyjęła za punkt honoru masowe składanie kolejnych wniosków o dostęp do informacji publicznej. Łącznie w tym okresie do urzędu wpłynęło 191 wniosków o dostęp do informacji publicznej, z czego 132 wnioski od jednej osoby” – słyszymy od burmistrza. 

Mieszkanka Ośna Lubuskiego w rozmowie z nami wyjaśnia:

Większość wniosków była wysyłana w imieniu stowarzyszenia Leubuzzi. Zaledwie kilka z nich złożyłam jako mieszkanka. Ponadto burmistrz mówi o kilku miesiącach”, ale ten okres obejmuje co najmniej 10 miesięcy, a może nawet czas od marca 2024 roku, czyli ponad rok.

Z filmu nie dowiemy się również, czego dotyczyły zadane przez mieszkankę pytania. Zamiast tego Stanisław Kozłowski wskazuje stos dokumentów, które w ramach odpowiedzi na te wnioski zostały udostępnione. To też nam nic nie mówi. Czy były to dokumenty, które na przykład powinny być udostępnione przez urząd w Biuletynie Informacji Publicznej, jednak miasto nie wywiązało się z tego obowiązku i musi udostępnić je na wniosek? A nawet jeśli tak nie było, to każdy ma prawo wglądu w dokumenty będące w posiadaniu urzędu. 

Czy ta liczba teczek robi wrażenie? Pamiętajmy, że dokumentacja urzędowa jest zwykle obszerna. Dla przykładu wystąpienia pokontrolne potrafią liczyć tysiące stron, co nie zwalnia instytucji publicznych z obowiązku publikowania ich w Biuletynach Informacji Publicznej. 

Burmistrz w swojej wypowiedzi pozwala sobie na ocenę motywacji wnioskodawczyni, sugerując, że postawiła sobie za  „punkt honoru masowe składanie kolejnych wniosków o dostęp do informacji publicznej”. Ustawa o dostępie do informacji zastrzega, że organ zobowiązany do udzielania informacji nie może pytać o motywacje osoby wnioskującej, a już na pewno od ich oceny nie może uzależniać udzielenia odpowiedzi.

To dobry moment, by przedstawić ową tajemniczą mieszkankę Ośna Lubuskiego zadającą burmistrzowi pytania — to Alicja Matwiejczuk — członkini Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, a także inicjatorka społecznej akcji ochrony jezior położonych na terenie Ośna Lubuskiego — Ratujmy jezioro Reczynek. O działaniach Alicji na rzecz ochrony wody możecie przeczytać w wywiadzie o wiele mówiącym tytule Zaczęło się od tego, że burmistrz na mnie nakrzyczał i posłuchać w podcaście Zajawka. Alicja w obu wywiadach opowiada o nieprawidłowościach w gospodarowaniu wodą w jej rodzinnym mieście, a prawo do informacji pomaga jej w bliższym przyglądaniu się tej sprawie. Jej działaniom kibicuje wielu mieszkańców, jednak nie wszyscy mają czas czy odwagę wysłać wniosek o informację. Alicja tę odwagę ma i pyta, także w imieniu innych mieszkańców. To korzystanie z konstytucyjnego prawa do informacji uczyniło ją bohaterką filmu zrealizowanego przez burmistrza.

Zapytana o całą sytuację,  Alicja mówi:

To, co robi burmistrz, to według mnie klasyczny przykład tzw. efektu mrożącego. Od 2019 roku angażuję się w monitorowanie działań władz lokalnych, szczególnie w kontekście ochrony naszych jezior. W odpowiedzi spotykam się z długotrwałym i systematycznym naruszaniem moich praw. Zawiadomienie do Rzecznika Praw Obywatelskich, które właśnie składam, opisuje to jako bezprecedensowe wykorzystywanie instrumentów władzy publicznej do prześladowania i zastraszania mnie jako aktywistki społecznej. Moja sprawa to nie tylko indywidualny spór. To przykład systemowego zjawiska nadużywania władzy do tłumienia kontroli społecznej. Chronologia działań burmistrza, od ataków słownych po konkretne działania administracyjne, jak nagły wniosek o kontrolę do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego czy ponowne mierzenie granic mojej działki (i tylko mojej!), pokazuje próbę zastraszenia mnie i zniechęcenia do dalszej działalności. To działania o charakterze dyskryminacyjnym, motywowane pozamerytorycznie.

Zachęcamy do udziału w zgromadzeniu, które odbędzie się 24 kwietnia pod urzędem gminy w Ośnie Lubuskim w godz. 17-19. Będziemy rozmawiać o tym, czym jest i po co nam prawo do informacji, a także co zrobić, by było jawniej.

 

Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze działania darowizną.

Komentarze

  1. jaroslaw liberkowski

    Należy tez wspomnieć, że burmistrz Kozłowski nie tylko z Panią Alicją Matwiejczuk toczy od lat bezpardonową walkę ale tez i z innymi mieszkancami Ośna Lubuskiego. Ich przykładem są Jarosław Liberkowski oraz Zbigniew Partyka, z którymi przegrał prawomocnie burmistrz Kozłowski karne sprawy sądowe. Ten pierwszy upublicznił nawet na swoim profilu facebooka swój wygrany wyrok sądowy, do którego kazdy moze dotrzec bez problemu i sie z nim zapoznać. Najgorsze jest to, ze NIC ten wyrok sądowy burmistrza Kozłowskigo NIE nauczył na przyszłość i NIE uczy sie on na swoich błedach, co powoduje, że jest on niereformowalny. Fakt ten i inne dyskredytuje jego jako człowieka, męzczyzne i burmistrza i powoduje, że jest poza za swoim zadufaniem w sobie i narcyzmem typem ludzkim o nastawieniu antyobywatelskim, którego niezbitym dowodem są osoby Pani Alicji oraz Pana Jarosława i Zbigniewa oraz być może i inne osoby, które weżmie on sobie w przyszłości na cel swoich szykan. Ale to jest tylko kwestia czasu kiedy takie jego działania antyobywatelskie – bezprawne obrócą sie przeciwko niemu na drodze prawnej, co wyjdzie na dobre dla Ośna Lubuskiego i jego mieszkańców i aby to nastapiło jak najszybciej !!!

  2. uczestnik

    Przecież uzależnianie udostępnienia informacji publicznej podmiotom , od spełniania bezprawnych żądań kierowanych do tych podmiotów uprawnionych przez podmioty zobowiązane do udostępniania informacji publicznej, jest wieloletnią stałą praktyką podmiotów zobowiązanych w RP.
    Stałą praktyką wieloletnią, wspieraną przez władze RP w tym sądownicze.
    Tak przejawia się znany w nauce światowej nie tylko socjologom, syndrom (KKT).
    KKT -to kraj kultury tajemnicy.
    Członkowie tegoż stowarzyszenia co i bohaterka artykułu, osobiście poznali tą socjologiczną nazwę syndromu, jeszcze w końcu XX stulecia na ulicy Sapieżyńskiej w W-wie.
    Od “gościni” z USA, profesor, której pobyt w RP był finansowany , przez USAID.

  3. Adam Kopciński-Galik

    Jaka szkoda, że to wsparcie jest takie wybiórcze, gdy tutaj burmistrz nawet nie wymienił nikogo z imienia i nazwiska. Mnie jakoś nie chcieliście wesprzeć, gdy władze lokalne jawnie groziły mi w odpowiedzi na wniosek, że jeżeli nie zaprzestanę wysyłać wniosków o udostępnienia informacji publicznej, to podejmą wobec mnie kroki prawne, że ich rzekomo oczerniam. Podobnie szkalowali mnie na spotkaniach z mieszkańcami, czy publicznie z imienia i nazwiska w protokole dostępnym na stronie organu władzy. Dopytywałem wielokrotnie, co zamierzacie z tym zrobić, zwodziliście mnie, zwlekaliście przez kilka miesięcy, albo nie odpowiadaliście nic na moje pytania, co z tą sprawą, albo zwodziliście, że wkrótce dostanę odpowiedź, po czym przez następne miesiące nic się nie działo. Było to nie tylko skrajnie lekceważące z waszej strony, ale i nierówne traktowanie. Bo jak widać są równi i równiejsi. Są sprawy na które reagujecie natychmiast, ale i są sprawy, które olewacie, lekceważycie i każecie czekać pól roku, aż cokolwiek konkretnego odpowiecie tylko dlatego, że ktoś dopomina się wielokrotnie o jakąkolwiek łaskę i odpowiedź z waszej strony. O publicznym potępieniu organu władzy, czy proteście z waszej strony nawet mowy nie było. A przecież wasz prezes Szymon Osowski mieszkając w Szczecinie miał znacznie bliżej przyjechać ze Szczecina do… Szczecina niż do Ośna Lubuskiego.

  4. żenada

    > Z filmu nie dowiemy się również, czego dotyczyły zadane przez mieszkankę pytania.

    Przecież macie kontakt do mieszkanki, nie możecie jej zapytać?

    1. Redakcja

      My mamy, ale film jest przecież skierowany do mieszkańców Ośna, którzy mogą nie mieć takiej możliwości i muszą opierać się jedynie na tym, co zostało powiedziane w filmie.

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *