Zanonimizowane postanowienie o umorzeniu śledztwa.
Analiza ta osadzona jest w bezprecedensowym kontekście wczesnej fazy pandemii COVID-19, na przełomie marca i kwietnia 2020 roku. Był to czas ogromnej presji na instytucje państwowe, globalnego niedoboru środków medycznych oraz obowiązywania ram prawnych. Kontekst ten jest kluczowy dla zrozumienia zarówno motywacji rządu, jak i dla oceny, czy kryzys nie został wykorzystany jako pretekst do obejścia standardowych mechanizmów kontroli i odpowiedzialności.
Tak zwaną aferę maseczkową i aferę respiratorową trzeba postrzegać jako systemowe słabości w zarządzaniu państwem, nadzorze oraz na styku polityki, biznesu i służby publicznej w warunkach kryzysu.
Przekaż 1,5% podatku Watchdogowi!
Wystarczy, że wpiszesz nasz numer KRS 0000181348 w rozliczeniu podatkowym za rok 2025.
Maseczki
Droga, jaką Łukasz G., instruktor narciarski z Zakopanego, przebył, aby stać się kluczowym dostawcą dla państwa w szczycie pandemii, budzi fundamentalne pytania o rolę nieformalnych sieci w dostępie do publicznych kontraktów. Kontakt został zainicjowany przez Marcina Szumowskiego, brata ówczesnego Ministra Zdrowia, Łukasza Szumowskiego. To on przekazał kontakt do Łukasza G. swojemu bratu, a ten z kolei skierował go do wiceministra Janusza Cieszyńskiego, który odpowiadał za pandemiczne zakupy. Ten łańcuch powiązań od samego początku wskazywał na kluczową rolę osobistych znajomości w procesie, który powinien być oparty na obiektywnych kryteriach.
Cała transakcja, od pierwszego kontaktu do zapłaty, zajęła około dwóch tygodni. Weryfikacja jakości produktu i autentyczności dokumentów nastąpiła dopiero ponad miesiąc później, co sugeruje, że Ministerstwo Zdrowia przyjęło strategię „kupuj teraz, sprawdzaj później”. Taki pośpiech, ułatwiony przez nieformalne kanały komunikacji, odbył się kosztem fundamentalnych zasad należytej staranności w wydatkowaniu środków publicznych.
Między Ministerstwem Zdrowia a Centralnym Biurem Antykorupcyjnym (CBA) istniała formalna procedura weryfikacji potencjalnych dostawców. Działania CBA miały charakter osłonowy i służyły weryfikacji wiarygodności kontrahentów. W przypadku Łukasza G. mechanizm ten zadziałał, lecz jego wynik został zignorowany. Postanowienie prokuratury jednoznacznie stwierdza, że CBA, po dokonaniu sprawdzenia, wyraziło wątpliwość co do wiarygodności oferenta. Mimo tak jednoznacznie negatywnej opinii ze strony CBA, zespół wiceministra Cieszyńskiego podjął decyzję o kontynuowaniu transakcji. Jedynym ustępstwem, poczynionym w reakcji na ostrzeżenie CBA, była rezygnacja z przedpłaty i ustalenie płatności po dostarczeniu towaru.
Sekwencja tych zdarzeń odsłania głębszy problem w sposobie funkcjonowania państwa. Państwo dysponuje wyspecjalizowaną instytucją (CBA), której zadaniem jest zapobieganie korupcji i weryfikacja kontrahentów. Instytucja ta została formalnie zaangażowana przez Ministerstwo Zdrowia w celu oceny ryzyka. Mimo wydania przez nią jednoznacznie negatywnej opinii, Ministerstwo, świadomie zignorowało to ostrzeżenie. Rodzi to pytanie o odpowiedzialność – nie tylko sprzedawcy, ale przede wszystkim urzędników państwowych, którzy podjęli decyzję o zignorowaniu ostrzeżenia służb.
Dlaczego prokuratura umorzyła postępowanie. Kluczem do zrozumienia decyzji prokuratury jest analiza prawnych znamion przestępstwa oszustwa z art. 286 Kodeksu karnego. Prokurator musiałby wykazać, iż sprzedający w momencie zawierania umowy mieli pełną świadomość, że dostarczają wadliwy produkt z fałszywym certyfikatem, i działali w konkretnym celu wprowadzenia w błąd Ministerstwa Zdrowia dla osiągnięcia korzyści majątkowej. Prokuratura uznała, że tego nie można udowodnić. W uzasadnieniu postanowienia wskazano, że sprzedający m. in.:
- otrzymali certyfikat od swojego chińskiego dostawcy i w tamtym momencie nie mieli podstaw, by kwestionować jego autentyczność,
- aktywnie współpracowali z Ministerstwem już po wykryciu wad (uczestniczyli w spotkaniach, proponowali zorganizowanie dodatkowych badań, wszczęli procedurę reklamacyjną u chińskiego dostawcy), co zostało zinterpretowane jako dowód dobrej wiary.
Respiratory
W kwietniu 2020 r. Ministerstwo Zdrowia zawarło umowę z firmą E&K, należącą do Andrzeja Izdebskiego, osoby znanej z działalności w branży handlu bronią. Kontrakt opiewał na dostawę 1241 respiratorów. Kluczowym i najbardziej ryzykownym elementem umowy była natychmiastowa przedpłata w wysokości ponad 154 mln zł (ok. 35 mln euro), dokonana bez adekwatnych zabezpieczeń finansowych, co naraziło finanse publiczne na ogromne straty.
Z zamówionych 1241 respiratorów dostarczono zaledwie 200, a i te dotarły z opóźnieniem i posiadały wady techniczne oraz braki w dokumentacji. Sytuację dodatkowo skomplikowała śmierć Andrzeja Izdebskiego w Albanii w czerwcu 2022 roku.
Państwo polskie, reprezentowane przez Prokuratorię Generalną RP, podjęło długotrwałe i tylko częściowo skuteczne działania w celu odzyskania należnych milionów euro. Proces ten obejmował postępowania sądowe, zajęcia majątku (w tym 418 innych respiratorów, które Izdebski posiadał w magazynie). Mimo tych wysiłków, znaczna część pieniędzy publicznych, szacowana na ponad 20 mln zł, pozostała nieodzyskana.
Podobnie jak w przypadku afery maseczkowej, prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie oszustwa, argumentując, że w momencie podpisywania umowy prezes firmy E&K nie działał z zamiarem bezpośrednim wprowadzenia Ministerstwa Zdrowia w błąd.
W uzasadnieniu tej decyzji prokurator wskazał, że:
- fiasko kontraktu było wynikiem dynamicznej sytuacji na rynku oraz ekstremalnego ryzyka gospodarczego, nieodłącznie związanego z handlem międzynarodowym w czasie globalnej pandemii, a nie zaplanowanym oszustwem,
- stała komunikacja z ministerstwem, jego próby pozyskania sprzętu oraz propozycje zamiany modeli respiratorów świadczyły o zamiarze wywiązania się z umowy, a nie o chęci wyłudzenia pieniędzy,
- sprawa ma charakter cywilnoprawny, dotyczący niewykonania umowy, a nie przestępstwa karnego.
Interpretacja prokuratury, przedstawiająca fiasko kontraktu jako niefortunny zbieg okoliczności rynkowych, stoi w jaskrawej sprzeczności z ustaleniami Najwyższej Izby Kontroli (NIK), która badała tę samą transakcję.7
Kluczowe ustalenia kontroli NIK to:
- Rażące zawyżenie cen: NIK stwierdziła, że ceny jednostkowe płacone firmie E&K były rażąco wyższe od cen, jakie w tym samym czasie płaciła Agencja Rezerw Materiałowych za identyczny sprzęt kupowany od wyspecjalizowanych dostawców medycznych,
- Naruszenie ustawy o finansach publicznych: Zakup naruszał zasady celowości i gospodarności wydatkowania środków publicznych, zapisane w ustawie o finansach publicznych.
- Bezużyteczny sprzęt: 200 respiratorów, które ostatecznie dostarczono, było wadliwych, brakowało im kompletnej dokumentacji i akcesoriów, a także wymagały kosztownej adaptacji do użytku w polskich szpitalach, co całkowicie zaprzeczało celowi pilnego, interwencyjnego zakupu.
- Brak należytych zabezpieczeń: NIK skrytykowała brak odpowiednich zabezpieczeń finansowych dla ogromnej zaliczki wypłaconej kontrahentowi.
Zawieszenie stosowania Prawa zamówień publicznych, mające na celu przyspieszenie reakcji na kryzys, w praktyce usunęło standardowe mechanizmy kontrolne, nie wprowadzając w ich miejsce skutecznych, alternatywnych form nadzoru. Stworzyło to próżnię, którą wypełniły nieformalne sieci kontaktów i decyzje podejmowane w warunkach ekstremalnego ryzyka.
Obie afery demonstrują wielopoziomową porażkę systemu nadzoru. Ministerstwo Zdrowia zignorowało bezpośrednie ostrzeżenie CBA. Służby specjalne dostarczyły niejasnych lub sprzecznych rekomendacji. Prokuratoria Generalna RP została prawnie pozbawiona możliwości uprzedniej kontroli kontraktów. Wskazuje to na problem systemowy, a nie na pojedyncze błędy ludzkie.
Postanowienie to zostało zaakceptowane przez Sąd Okręgowy w Warszawie w czerwcu, sygn. akt XII Kp 1440/24. Również wysłaliśmy wniosek do Sądu o udostępnienie postanowienia, jednakże Prezes Sądu Okręgowego ze względu na ochronę postępowania przygotowawczego odmówił udostępniania pełnej treści postanowienia z uzasadnieniem. W tej sprawie złożymy odwołanie i ewentualnie skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.


Komentarze