Ta sprawa była dosyć nietypowa pod wieloma względami — zastosowanego środka poręczenia, absurdalnej odpowiedzi na nasz wniosek o informację oraz tego, że po skardze sądu, co dosyć niezwykłe, organ przyznał się do błędu.
Red is Bad, Blue is Red
Paweł S., współtwórca marki Red is Bad, oferującej tożsamościową „odzież patriotyczną” został zatrzymany 26 października ubiegłego roku na Dominikanie. Jego firma startująca od fanpage’a z grafikami z żołnierzami wyklętymi i husarzami, krytyką Unii Europejskiej i krajowej polityki, popularność w internecie przekuła początkowo na koszulki, potem dużo szerszy asortyment odzieży, a w końcu i dostawy dla rządu i publicznych instytucji.
Nazwę firmy Paweł S. tłumaczył tak:
Red is Bad jest dla nas także platformą wyrażania nas samych i naszych poglądów, stąd i manifest, i nazwa potępiająca komunizm, który nie został nigdy za swoje zbrodnie rozliczony.
Precyzował też w wywiadzie dla Gazety Wyborczej:
Słowo „red” nie odnosi się tylko do Związku Radzieckiego czy komunizmu. Chodzi nam też o postkomunizm. To bardzo szerokie pojęcie. Mówiąc „Red is Bad”, sprzeciwiamy się zniewoleniu jednostki, systemowi, w którym życie większości ludzi ogranicza się do pracy ponad siły, jedzenia w fast foodzie i snu. Nie chciałbym, żeby moje dziecko żyło w takim świecie. Mcdonaldyzacja życia, z którą mamy do czynienia, to nie jest moja wizja świata…
Firma wyraźnie podkreślała swoją niechęć do Unii Europejskiej, wyrażaną w motcie: „Produkt nie jest finansowany z UE”, które również pojawiło się na jej koszulkach, jak i hasło „Blue is red” (nawiązanie do barw UE). Wątki antyunijne pojawiały się również w licznych wypowiedziach Pawła S. Nie zniechęcało to do noszenia koszulek Red is Bad polityków. Pojawiał się w nich prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki, a nawet prezydentowa Agata Duda.
Od koszulek do agregatów
Dobra passa firm powiązanych z Red is Bad oraz fundacji o tej samej nazwie trwała szczególnie w trakcie rządów Zjednoczonej Prawicy (projekty, do których dorzucał się MON, KGHM, Fundacja Agencji Rozwoju Przemysłu, przetarg KPRM na dostawę flag, idealnie pasujących do tych produkowanych Red is Bad, opisywał szczegółowo Frontstory).
W pandemii i po wybuchu wojny na Ukrainie zakres usług i produktów oferowanych instytucjom i rządzącym znacznie się poszerzył.
Dla ekipy Morawieckiego S. stał się dostawcą wszystkiego – od sprzętu ochronnego w pandemii po agregaty prądotwórcze podczas wojny. Dostał nawet zlecenie na dostarczenie asortymentu do zabezpieczenia zabytków Ukrainy.
Według opisanych przez Onet ustaleń CBA, tuż przed wyborami z 15 października 2023 r. Paweł S. sukcesywnie zamykał swoje biznesy, wypłacał gotówkę oraz poinformował swoją prawniczkę, że przenosi się do Hiszpanii i już do Polski nie wróci.
List gończy i zatrzymanie
Niemal rok później, 3 października 2024, prokuratura wszczęła poszukiwania Pawła S. listem gończym, a kilka dni później Interpol wystawił za nim czerwoną notę (w celu zatrzymania, tymczasowego aresztowania i ekstradycji), 30 października Dominikana przekazała go do Polski.
Postawiono mu zarzuty brania udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, współdziałania w przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych reprezentujących Rządową Agencję Rezerw Strategicznych oraz prania brudnych pieniędzy (art. 258 § 1 kk, art. 231 § 1 i 2 kk w zw. z art. 21 § 2 kk oraz art. 299 § 1 i 5 kk).
Jak informowała Prokuratura Krajowa – chodziło o preferencyjne traktowanie wybranych podmiotów gospodarczych oraz akceptowanie zawyżonych cen m.in. na dostawy agregatów prądotwórczych, maseczek ochronnych oraz innych produktów służących przeciwdziałaniu skutkom pandemii COVID-19. Przed zawarciem transakcji nie ustrzegło nawet negatywne stanowiska Centralnego Biura Antykorupcyjnego, co do wyboru konkretnej oferty z uwagi na zastrzeżenia w zakresie rzetelności oferenta:
Jednym z beneficjentów tego procederu był podmiot reprezentowany przez Pawła S. Z materiału dowodowego wynika podejrzenie, iż Paweł S. po uzgodnieniu z urzędnikami RARS nielegalnych działań stanowiących przekroczenie uprawnień, doprowadził do zawarcia z agencją szeregu umów na dostawę agregatów prądotwórczych. W sumie podmiot reprezentowany przez Pawła S. uzyskał z RARS środki pieniężne w kwocie co najmniej 242.575.688 zł.
2,5 bitcoina jako poręczenie majątkowe i nasze pytania
Paweł S. trafił do aresztu. 20 lutego tego roku, Rzecznik Prokuratury Krajowej na portalu X poinformował:
W dniu 4 lutego prokurator uchylił tymczasowe aresztowanie stosowane wobec Pawła S., podejrzanego w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w RARS. Powodem decyzji było ustanie przesłanek do dalszego stosowania izolacyjnego środka zapobiegawczego. Celem zabezpieczenia dalszego toku postępowania prokurator zastosował środki wolnościowe: poręczenie majątkowe, zakaz opuszczania kraju oraz zakaz kontaktu ze wskazanymi osobami. Śledztwo jest kontynuowane.
Co ciekawe, PAP donosiła, opierając się na „źródłach zbliżonych do sprawy”, że: „poręczenie majątkowe zostało wpłacone w kryptowalucie Bitcoin, w kwocie 2,5 BTC, o szacunkowej wartości na początek lutego ok. 1 mln zł”.
Ta wiadomość zaintrygowała nie tylko nas, ale też internautów, którzy zastanawiali się, czy prokuratura posiada swój oficjalny portfel bitcoinów, a jeśli tak, to od kiedy oraz czy dana kwota jest wystarczająca. Dlatego skierowaliśmy wniosek o informację publiczną. Spytaliśmy Prokuraturę Krajową:
- od kiedy prokuratura ma otwarty portfel walutowy, na które zostało wpłacone wyżej wspomniane poręczenie w kryptowalucie Bitcoin?
- kto w prokuraturze jest odpowiedzialny za kontrolowanie wartości wpłaconego poręczenia w wysokości 2,5 Bitcoinów, w celu sprawdzenia, czy wartość 2,5 Bitcoinów jest wystarczająca, aby pokryć koszt poręczenia?
Żądane dane nie stanowią informacji publicznej
Niestety, dowiedzieliśmy się tylko, że „żądane dane nie stanowią informacji publicznej”. Prokuratura Krajowa wyjaśniała to następująco:
Wszelkie informacje dotyczące postępowań karnych będących w toku jak i zakończonych, wykraczające zakresem poza komunikaty udzielane przez prokuratora mediom i na stronie internetowej jednostek organizacyjnych prokuratury, stanowią tajemnicę śledztwa i udzielane są w oparciu o przepisy Kodeksu postępowania karnego, które stanowią lex specialis wobec przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej i zgodnie z art. 1 ust. 2 tej ustawy wyłączają jej zastosowanie.
Dodaję nadto, że dostęp do akt prowadzonego w niniejszej sprawie postępowania przygotowawczego pod sygn. 1001-109.Ds.38.2024 przez Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach, reguluje art. 156 Kodeksu postępowania karnego, zgodnie z którym akta sprawy udostępnia się stronom, obrońcom, pełnomocnikom i przedstawicielom ustawowym, którzy mają prawo przeglądać akta sprawy, otrzymywać odpisy i kopie.
O problemach w dostępie do informacji o trwających i zakończonych postępowaniach piszemy od lat (odsyłamy np. do Podwójny zamach na jawność, CBA i dokumentacja medyczna – ciąg dalszy sprawy ze Szczecina, Katastrofa smoleńska – kto miał dostęp do akt postępowania?).
W tym przypadku nie pytaliśmy jednak o szczegóły danego śledztwa, lecz po prostu o sposób funkcjonowania prokuratury, więc powoływanie się na art. 154 dotyczący dostępu do akt wydaje się mocno nie na miejscu. Tym bardziej że rzecznik prokuratury dopytywany o poręczenie w tej sprawie, wyjaśniał mediom:
Przepisy nie ograniczają przedmiotu zabezpieczenia do pieniędzy czy innych praw majątkowych. Ten katalog jest otwarty. Rzeczywiście nie jest to popularny środek, natomiast nie jest to pierwszy przypadek” – powiedział prok. Nowak dodając, że nie jest to forma typowa, ale jest to forma dopuszczalna. (…) Czasy, kiedy Bitcoin służył do nielegalnych transakcji w darknecie już dawno się skończyły. Nie jest to żadna forma, która by wskazywała na nielegalne pochodzenie tych środków.
Złożyliśmy więc skargę na bezczynność.
Prokuratura uznaje naszą słuszność
Nasza skarga zmotywowała Prokuraturę Krajową do wartej docenia refleksji, gdyż otrzymaliśmy kolejne pismo, w którym, oprócz informacji o przekazaniu naszej skargi do sądu, mogliśmy przeczytać:
(..) uprzejmie informuję, że po otrzymaniu skargi na bezczynność organu z dnia 21 kwietnia 2025 r. w Prokuraturze Krajowej dokonano jej analizy i uznano zasadność podniesionego zarzutu. W takiej sytuacji informuję, że objęte postanowieniem w przedmiocie zastosowania wobec Pawła Sz. poręczenia majątkowego prawa majątkowe podejrzanego, wynikające z posiadania 2,5 jednostek kryptowaluty o nazwie Bitcoin, zostały przekazane w dniu 4 lutego 2025 r. na portfel kryptowaluty Prokuratury Regionalnej w Katowicach, a następnie na portfel kryptowaluty utworzony w dniu 6 marca 2025 r. specjalnie na potrzeby prowadzonego w niniejszej sprawie postępowania (sygn. 1001-109.Ds.38.2024) Dodaję przy tym, że kod PIN ustanowiony dla powyższego portfela kryptowaluty wraz z urządzeniem wykorzystanym do jego skonfigurowania, został zdeponowany w Oddziale Narodowego Banku Polskiego.
W przesłanej odpowiedzi brakuje nam wprost odpowiedzi, kto jest odpowiedzialny za kontrolowanie wartości wpłaconego poręczenia w wysokości 2,5 Bitcoinów. Prokuratura Krajowa? Czy NBP? Dopytamy o to jeszcze Prokuraturę Krajową, tym bardziej że w przekazanej do sądu odpowiedzi na naszą skargę pisze ona:
Mając na uwadze, że przedmiotowa skarga została przez organ uwzględniona w trybie autokontroli, stwierdzić należy, iż dalsze postępowanie w sprawie jest bezprzedmiotowe.
Będziemy w stanie się z tym zgodzić i w pełni docenić ten tryb autokontroli, gdy wszystkie nasze wątpliwości zostaną wyjaśnione.


Komentarze