W zeszłym tygodniu NSA wydał bardzo zły wyrok, o którym mogliście już słyszeć. Chodzi o sprawę, w której pojawił się wątek dopuszczalności anonimowych wniosków o dostęp do informacji publicznej. Ale od początku!
Obywatel złożył do Głównego Inspektora Transportu Drogowego wniosek o dostęp do informacji zawierający szereg pytań o konkretny fotoradar. Wniosek został przesłany mailem z użyciem adresu, który nie wskazywał tożsamości wnioskodawcy. Wniosek nie był też podpisany. W tym miejscu należy zaznaczyć, że żaden przepis prawa nie wymaga, żeby wnioskujący o dostęp do informacji publicznej ujawniał swoją tożsamość na etapie składania wniosku. Taka potrzeba ewentualnie może się pojawić na dalszym etapie postępowania, gdy będzie konieczność wydania decyzji o odmowie udostępnienia informacji lub umorzeniu postępowania. Takie stosowanie kodeksu postępowania administracyjnego do procedury wykonania wniosku o udostępnienie informacji było do tej pory ugruntowane i nie budziło wątpliwości.
GITD, powołując się na odosobnione rozstrzygnięcia sądów administracyjnych, poinformował wnioskodawcę, iż ze względu na niemożliwość zidentyfikowania go oraz bezpieczeństwo jego wniosek nie zostanie rozpoznany. Wnioskodawca, co ważne, nie został wezwany do uzupełnienia braków formalnych swojego wniosku na podstawie K.p.a., dlatego złożył skargę na bezczynność GITD. WSA w Warszawie skargę oddalił, podzielając w pełni stanowisko GITD (II SAB/Wa 333/25).
Skargę kasacyjną od tego wyroku wniósł Rzecznik Praw Obywatelskich, wskazując w szczególności na nieuzasadnione odstąpienie od dotychczasowej linii orzeczniczej oraz wprowadzenie pozaustawowej przesłanki odmowy udostępniania informacji publicznej. Pełnomocnik SOWP na rozprawie poparł skargę RPO i rozwinął argumentację przedstawioną w pisemnej odpowiedzi na skargę kasacyjną.
Strach przed botami
Niestety NSA oddalił skargę kasacyjną RPO. W ustnych motywach rozstrzygnięcia NSA poruszył następujące kwestie. Po pierwsze zastrzegł, że absolutnie nie wprowadza zakazu wniosków anonimowych, a jedynie umożliwia odpowiednie działanie podmiotom zobowiązanym w sytuacjach, które tego wymagają. Po drugie wskazał, że prawo dostępu do informacji publicznej służy każdemu – ale każdemu podmiotowi, a nie, jak to ujął, “urządzeniu” – to w kontekście możliwości programowania botów do masowego wysyłania wniosków. Po trzecie wreszcie, wyjaśnił, że w obecnej sytuacji geopolitycznej, jeśli wnioskowane informacje, w razie dostania się w niepowołane ręce, mogłyby stanowić zagrożenie dla szeroko pojętego bezpieczeństwa, zaś treść wniosku uniemożliwia zweryfikowanie tożsamości wnioskodawcy, to można pozostawić wniosek bez rozpoznania.
Jest to stanowisko ze wszech miar błędne, nieznajdujące oparcia w przepisach i wskazujące na nieznajomość przez NSA praktyki stosowania prawa przez podmioty zobowiązane. Odnosząc się do nich kolejno, można powiedzieć, co następuje.
Wbrew zastrzeżeniom i zapewnieniom NSA to orzeczenie jest de facto równoznaczne z wprowadzeniem pozaustawowego zakazu wniosków anonimowych i zakazu wniosków składanych przez pocztę elektroniczną. Nie ma bowiem takiego adresu e-mail, którego podmiot zobowiązany nie może uznać za utrudniający identyfikację wnioskodawcy. Ktoś używa adresu jan.kowalski123@poczta.pl? Kowalskich są setki, więc nie sposób zidentyfikować wnioskodawcy. Ktoś używa adresu rafał.stasikowski@poczta.pl? Pewnie podszywa się pod sędziego NSA, więc nie sposób zidentyfikować wnioskodawcy. W takiej sytuacji wnioskodawcom pozostaną jedynie listy polecone i ePUAP, bo tylko to narzędzia nie będą łatwe do zakwestionowania. Wprowadzenie pozaustawowej możliwości oceny “identyfikowalności” wnioskodawcy w oparciu o ogólnikowe kryterium “bezpieczeństwa” to wybicie ustawie zębów.
Jeśli chodzi o używanie botów do składania wniosków, to NSA, jak się wydaje, nie chciał usłyszeć, iż taki bot czy też “sztuczna inteligencja” nie działają same z siebie, że muszą zostać zaprogramowane przez człowieka, a więc przez podmiot, któremu służy prawo do informacji. Owszem, takie programowanie może być odrobinę bardziej złożone technicznie, ale co do istoty nie różni się od wysłania maila albo wydrukowania pisma – wszystkie te urządzenia są odpowiednio programowane.
Finalnie, jeśli chodzi o pozaustawową przesłankę dotyczącą potrzeby ochrony bezpieczeństwa w kontekście sytuacji geopolitycznej, to sąd wszedł w buty ustawodawcy, chociaż rolą sądu jest i powinna być ochrona obywateli przed nadużyciami władzy wykonawczej i ustawodawczej. NSA poszedł na skróty, bowiem jeśli faktycznie jakaś informacja powinna być chroniona ze względu na bezpieczeństwo państwa, to podlega ona rygorom z ustawy o ochronie informacji niejawnych, co skutkuje odmową udostępnienia informacji publicznej w drodze decyzji administracyjnej. Ponadto NSA powtórnie pokazał, iż najwyraźniej nie ma świadomości, jak funkcjonują podmioty zobowiązane do udostępniania informacji publicznej. Nie wie, że podmioty te, jeśli tylko mają cień podstawy ku temu, to informacji publicznej nie udostępniają. Danie im do rąk pozaustawowego narzędzia do nierozpoznawania wniosków doprowadzi do tego, że każda wnioskowana informacja zostanie uznana za potencjalnie dotyczącą bezpieczeństwa państwa – teraz lub w przyszłości.
Jedyna nadzieja w tym, że inne składy NSA nie pójdą drogą torowaną przez to krótkowzroczne orzeczenie.



Komentarze