Gdzie się kończy Polska?

na zdjęciu policjanci w stoją szpalerem wzdłuż prowizorycznego ogrodzenia z białopczerwonej wstążki
zdjęcie: Weronika Bójko

Z dedykacją dla Polek i Polaków: nasz stary, dobry, polski Wyspiański (Wesele):

  • Domek mały, chata skąpa:
  • Polska, swoi, własne łzy,
  • własne trwogi, zbrodnie, sny,
  • własne brudy, podłość, kłam;
  • znam, zanadto dobrze znam.

Lwią część debaty publicznej pochłania jałowa dyskusja, czy osoby uwięzione pomiędzy Polską a Białorusią znajdują się po polskiej, czy po białoruskiej stronie granicy, zaś dla prawicowej i rządowej narracji jest to niezbity argument, że łamanie praw człowieka może trwać.

Z prawnego punktu widzenia – miejsce przebywania tych uchodźców nie ma żadnego znaczenia: polska Straż Graniczna nie ma prawa zabronić nikomu starania się o ochronę międzynarodową. Co więcej – widzieliśmy przecież nagrania z posłem Maciejem Koniecznym, w którego obecności Afgańczycy składali wobec strażników ustnie wniosek o ochronę, którzy udawali, że nie słyszą. Mamy zatem nawet udokumentowane niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariuszy SG. I co? I nic. A debata publiczna meandrowała w dywagacjach, czy to jeszcze Polska, czy nie – jakby to zwalniało Polskę z obowiązków prawnych i moralnych, zaś organy państwa częstują nas racją: “obóz jest po białoruskiej stronie” opartą na argumentacji “bo tak”, lub: “bo tak powiedział ten, tamten, ów”.  

Abstrahując od sytuacji humanitarnej i politycznej, to smutne i przerażające w moim przekonaniu jest to, że Państwo nie jest w stanie powołać się na żaden merytoryczny argument, na żadną podstawę prawną, gdzie jest polska granica, tylko przerzuca się z dziennikarzami i organizacjami niepodważalnym, monarszym, władczym i niczym nie popartym tonem: “bo tak”, oczekując sprostowań.  Niepokojące jest też to, że społeczeństwo daje się wpuścić w te krzaki, zdaje się wierzyć na słowo i uznaje tę narrację, że “granica jest tam, bo tak powiedział ten i tamten”, zamiast przycisnąć do muru i odpytać: jak organ władzy obliczył, na jakie ustalenia się powołuje, na jakiej podstawie twierdzi, że jest tak, a nie inaczej. Nie wierzę na słowo, ale SPRAWDZAM.  

Podkreślę: to,  czy Afgańczycy uwięzieni w okolicy Usnarza Górnego przebywają po polskiej czy białoruskiej stronie, to kwestia nieistotna z prawnego punktu widzenia. W obu przypadkach Polska łamie przepisy własne i międzynarodowe, nie udzielając pomocy, nie reagując na słowa “I need international protection” i wzbraniając ludziom przemieszczania się, w tym przekroczenia granicy. Gwoli jasności: przekraczać granicę w poszukiwaniu ochrony można w każdym miejscu, nie tylko na przejściach granicznych. Każdą osobę, która przekracza granicę w niewyznaczonym miejscu, należy sprawdzić, natomiast nie wolno jej wyrzucić, zawrócić (tzw. push back). Jeżeli okaże się, że ta osoba zgłosi potrzebę ochrony międzynarodowej – należy wszcząć odpowiednią procedurę, którą prowadzi urząd do spraw cudzoziemców, a nie Straż Graniczna.

25 sierpnia zapytaliśmy MON:

  1. jakie oddziały i pododdziały Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej zostały użyte w poszczególnych dniach od 20 sierpnia do dnia wykonania wniosku (jeżeli byłby jeszcze używane) na granicy z Białorusią we wsi Usnarz Górny,
  2. kto podjął decyzję o użyciu oddziałów i pododdziałów Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej na granicy z Białorusią we wsi Usnarz Górny,
  3. na jakiej podstawie nie dopuszczono w pobliże granicy dziennikarzy?
  4. na jakiej podstawie nie dopuszczono do uchodźców prawników/pełnomocników?
  5. czy udzielono uchodźcom pomocy humanitarnej? w jakim zakresie?   

Swoiście zabawna jest argumentacja MON w odpowiedzi na nasz wniosek o informację. Pojawiają się tam słowa o “reżyserowanych konfliktach hybrydowych”, “nielegalnym procederze”, ale faktów – brak. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi na żadne z pytań, za to dowiedzieliśmy się, jak Państwo ustala przebieg granicy: 

Zarówno przedstawiciel polskiego Rzecznika Praw Obywatelskich (RPO) jak i Agencja ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) potwierdzili, że uchodźcy w rejonie m. Usnarz Górny znajdują się po stronie białoruskiej czyli przebywają legalnie na terytorium Republiki Białorusi.

 
Czyżby, zdaniem MON, granica Polski ustalana była na podstawie potwierdzenia przez RPO i UNHCR? Dziwny tryb, nie znałam. A w jakim trybie MON uzyskało owo “potwierdzenie” od UNHCR i MON? Ktoś zaobserwował kiwnięcie głową, czy może podpisano jakis glejt? O to chętnie dopytamy. I swoją drogą ciekawe, czy od dziś przebieg granic ustala się w trybie “potwierdzenia RPO i UNHCR”? Jaką rangę prawną ma rzekome “potwierdzenie RPO i UNHCR”? I co najważniejsze –  czy potwierdzenia RPO i UNHCR (np. w kwestii naruszania praw człowieka)  będą podstawą także w innych działaniach?

Czy RPO jest organem ustalającym granice, czy zajmującym się ochroną praw człowieka? I czy coś wynika dla organów państwa ze słów RPO:  “Zgodnie z przepisami prawa międzynarodowego, konwencji genewskiej z 1951 roku, prawa UE, a także naszej, polskiej ustawy o cudzoziemcach, w momencie w którym ci ludzie zwrócili się z ustnym wnioskiem o udzielenie tzw. ochrony międzynarodowej, oni podlegają jurysdykcji Rzeczypospolitej Polskiej”? (RPO: Tych ludzi należy tymczasowo wpuścić na terytorium Polski).

na zdjęciu na błotnistej drodze stoi samochód straży granicznej. Wokół niego zgromadzeni są strażnicy, policjanci i działacze organizacji społecznych
zdjęcie: Weronika Bójko
Czy Polska wie, gdzie leży Polska? A jeśli tak, to skąd to wie? 

Przy okazji  sytuacji na granicy okazuje się, że polskie władze mają problem z określeniem, gdzie się kończy i zaczyna Polska. W ramach “obrony granic” przed 32 wycieńczonymi uciekinierami, nasi przedstawiciele zażarcie odżegnują się od skrawka ziemi, na której przybywają uwięzieni. A może wciskają Białorusi fragment Polski?

Mamy bardzo słabe państwo, skoro władze polskie nie potrafią rzetelnie i merytorycznie udzielić wyjaśnień i przedstawić dowodów na przebieg polskiej granicy. Skąd w ogóle wiadomo, gdzie jest granica? Skąd właściwie wiemy, że przebiega w tym miejscu a nie w innym? Gdzie to zapisano, uregulowano? Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej stała się dla mnie przyczynkiem do zapoznania się z Ustawą o ochronie granicy państwowej z dnia 12 października 1990 r. 

A kaz tyz ta Polska, a kaz ta? (Wyspiański, Wesele)

Nie trzeba długo szukać; artykuł 2 ustawy mówi:

Przebieg granicy państwowej na lądzie oraz rozgraniczenia morskich wód wewnętrznych i morza terytorialnego z państwami sąsiednimi są określone w umowach międzynarodowych, zawartych przez Rzeczpospolitą Polską.

Przebieg granicy regulują  międzynarodowe traktaty. Warto więc zajrzeć do umowy z Białorusią, dlatego zawnioskujemy o nią, a tymczasem – kontynuuję “poznawanie polskich granic” w oparciu o ustawę. W artykule 5. dowiadujemy się, że granicę państwową, jeżeli tego inaczej nie regulują umowy międzynarodowe, ustala się w przypadku odcinków lądowych według linii prostej, biegnącej od jednego znaku granicznego do drugiego. Czyli de facto można sprawdzić tę granicę organoleptycznie – wystarczyłoby pójść na granicę koło Usnarza Górnego, odnaleźć słupki i rozciągnąć sznurek między nimi. Jeśli uchodźcy siedzą na wschód od sznurka – to są w Białorusi, jeśli po zachodniej stronie od sznurka – to w Polsce. Proste? Proste. Ale nie w Polsce.

Niestety problem polega na tym, że ktoś (nie wiadomo kto. Oczywiście zapytamy o to) rozciągnął około 200 metrów od granicy biało-czerwoną wstążkę, za którą stoją uzbrojeni po zęby, anonimowi policjanci (bez nazwisk i stanowisk na umundurowaniu), i nie pozwalają nikomu, prócz wojska, policji i funkcjonariuszy SG przekroczyć wstążeczki. Tu panuje swoiste równouprawnienie: nie pozwalają ani obywatelkom, ani posłom, ani osobom duchownym. 

Biało-czerwona wstążeczka 

W jakim trybie ta wstążeczka rozpościera się na polu i co oznacza? Jakie działania są prowadzone przez Policję za wstążeczką? Tego obywatele i obywatelki na miejscu się nie dowiedzą: policjanci nie udzielają żadnych informacji poza “takie mamy rozkazy”. Ograniczono nam prawo do poruszania się na terenie naszego kraju, ale nikt z zabraniających nam swobodnego przemieszczania się nie jest w stanie odpowiedzieć, dlaczego i na jakiej podstawie prawnej. Spróbujemy się tego dowiedzieć, pytając Komendanta Głównego Policji kto wydał rozkaz rozpostarcia czerwonej wstążeczki, co ona oznacza i czy przesłania nam treści tego rozkazu oraz innych dokumentów, regulujących wstążeczkę. 

W demokratycznym państwie prawa organy władzy publicznej nie mogą działać według widzimisię, ale na podstawie i w granicach prawa. Czy ta zasada legalizmu, wyrażona w art. 7 Konstytucji, obowiązuje w Polsce 2021? Czy żyjemy już w kraju, w którym obowiązuje nie prawo, a “wola nie-wiadomo-czyja”? Odpowiedzi organów władzy na te wnioski przyniosą nam odpowiedź.  

Miałeś, chamie, złoty róg…

Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze działania darowizną.

Komentarze

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *