Następny

Dziesięć lat walki o jawność. Sprawa Lux Veritatis pokazuje, jak łatwo osłabić prawo do informacji

Sąd Najwyższy orzekł w sprawie, którą prowadzimy od 2016 roku, i zrobił to tak, jak się obawialiśmy. Uznał, że art. 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej chroni ogólną jawność życia publicznego, a nie prawo konkretnej osoby, która o informację zapytała. Wnioskodawca, któremu odmówiono odpowiedzi, nie jest więc pokrzywdzonym i nie może sam wnieść aktu oskarżenia, kiedy prokuratura umarza sprawę. Opisujemy dziesięć lat sporu z Fundacją Lux Veritatis i wyjaśniamy, dlaczego taka wykładnia może zamienić art. 23 w martwy przepis.

W poniedziałek 12 października 2026 roku Sąd Najwyższy wydał postanowienie w sprawie, którą prowadzimy od 2016 roku. Rozstrzygnięcie nas zaskoczyło, choć obawialiśmy się, że sprawa może potoczyć się właśnie w tym kierunku.

Sąd Najwyższy zaakceptował stanowisko Sądu Okręgowego w Warszawie, zgodnie z którym art. 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej chroni ogólny interes związany z jawnością życia publicznego, a nie indywidualne prawo osoby, która wystąpiła o informację. W konsekwencji wnioskodawca, któremu nie udzielono informacji, nie może z tego powodu uzyskać statusu pokrzywdzonego w rozumieniu prawa karnego. W rzeczywistości jego konsekwencje mogą być bardzo poważne. Jeżeli bowiem osoba, której odmówiono informacji, nie jest uznawana za pokrzywdzoną, nie może dochodzić w swojej sprawie ewentualnej odpowiedzialności karnej w stosunku do osób, które nie udostępniają informacji. A nasze doświadczenia pokazują, że prokuratura niezwykle rzadko podejmuje skuteczne działania w sprawach dotyczących nieudostępniania informacji publicznej (więcej o szczegółach sprawy tutaj). 

Wszystko zaczęło się od pytań o publiczne pieniądze

W 2016 roku zwróciliśmy się do Fundacji Lux Veritatis z pytaniami o przedsięwzięcia finansowane ze środków publicznych. Interesowało nas, jakie dotacje fundacja otrzymywała w latach 2008–2016 oraz na co wydawała publiczne pieniądze w 2016 roku.

Fundacja Lux Veritatis, związana z Tadeuszem Rydzykiem, otrzymywała publiczne finansowanie, a jednocześnie pozostawała blisko środowisk sprawujących wówczas władzę. Tym bardziej istotne było dla nas ustalenie, do kogo trafiają pieniądze, jakie przedsięwzięcia są z nich finansowane i jak wygląda kontrola ich wydatkowania. Niestety nie uzyskaliśmy pełnej odpowiedzi na nasze pytania i jak w wielu innych sprawach, skończyło się skargą do sądu administracyjnego. Sądy wielokrotnie potwierdzały obowiązek informacyjny fundacji w zakresie wydatkowania publicznych pieniędzy, a jej bezczynność została uznana za rażące naruszenie prawa i w konsekwencji nałożono na fundację grzywnę.

Dopiero po wielu latach uzyskaliśmy żądane dane, a sprawy przed sądami administracyjnymi się zakończyły. Pozostało jednak pytanie o odpowiedzialność za wcześniejsze nieudostępnianie informacji. Bo czy chodzi o to, by otrzymywać odpowiedź na wniosek po wieloletniej batalii sądowej, w którą są zaangażowani prawnicy, czy może jednak w 14 dni, jak zakładał ustawodawca? W naszej organizacji pracują prawnicy specjalizujący się w prawie do informacji, więc mieliśmy zaplecze, by zaangażować się w tę sprawę. Jednak pojedyncza osoba w starciu z taką machiną nie ma szans.  

Małe kwoty. Duża zmiana.

Kiedy prokuratura nie chce ścigać

Artykuł 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej przewiduje odpowiedzialność karną za nieudostępnienie informacji publicznej wbrew ciążącemu obowiązkowi. Za takie zachowanie grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Nie jest to przepis często stosowany. Nie oznacza to jednak, że jest niepotrzebny.

W wielu sprawach samo zobowiązanie do udostępnienia informacji okazuje się niewystarczające. Postępowania przed sądami administracyjnymi mogą trwać latami, a zobowiązane podmioty nie zawsze wykonują wyroki bez dalszej interwencji. Odpowiedzialność karna stanowi więc dodatkowe zabezpieczenie prawa do informacji, zwłaszcza w przypadkach uporczywego ignorowania ustawowych obowiązków. W sprawie Fundacji Lux Veritatis zdecydowaliśmy się zawiadomić prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Niestety postępowania były umarzane, a my składaliśmy zażalenia. Sądy uchylały decyzje prokuratury i wskazywały na konieczność przeprowadzenia dodatkowych czynności, w tym przesłuchania członków zarządu fundacji. Ostatecznie skorzystaliśmy z możliwości wniesienia subsydiarnego aktu oskarżenia. To szczególne pismo procesowe, które pozwala pokrzywdzonemu samodzielnie wnieść akt oskarżenia bezpośrednio do sądu, gdy prokuratura dwukrotnie umorzyła śledztwo/dochodzenie lub odmówiła jego wszczęcia.

Wnieśliśmy je w czerwcu 2020 roku przeciwko trzem członkom zarządu Fundacji Lux Veritatis tj. Tadeuszowi Rydzykowi, Janowi Królowi i Lidii Kochanowicz-Mańk. W ten sposób rozpoczął się kolejny etap sprawy, który pokazał, że dochodzenie jawności bywa trudne nie tylko ze względu na zachowanie podmiotu zobowiązanego do udostępnienia informacji.

Proces, w którym prokuratura stawała po stronie oskarżonych

Postępowanie karne budziło duże zainteresowanie mediów i polityków. Na sali sądowej, poza obrońcami oskarżonych obecna była również prokuratura, która kwestionowała zasadność prowadzonego postępowania.

Z naszej perspektywy jej postawa była szczególnie trudna do zrozumienia. To przecież prokuratura powinna stać na straży przestrzegania prawa, także prawa do informacji publicznej. Tymczasem w tej sprawie wielokrotnie podejmowała działania zmierzające do zakończenia procesu bez merytorycznego rozpoznania zarzutów.

Sprawa miała również wyraźny kontekst polityczny. W 2021 roku ówczesny Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro publicznie bronił członków zarządu Fundacji Lux Veritatis na antenie Radia Maryja, krytykując działania naszego stowarzyszenia. Politycy ówczesnej większości parlamentarnej publikowali oświadczenia dotyczące postępowania, przedstawiając nasze działania jako wymierzone w fundację. Dla nas była to sprawa o przestrzeganie prawa, a nie o poglądy religijne czy polityczne osób zarządzających fundacją.

Nie po raz pierwszy występowaliśmy przecież przeciwko podmiotowi, który nie jest organem administracji publicznej, ale podlega obowiązkom wynikającym z ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wcześniej prowadziliśmy podobne spory między innymi z Polskim Związkiem Piłki Nożnej.

Zasada pozostaje niezmienna, kto korzysta z publicznych pieniędzy, musi liczyć się z obowiązkiem ujawnienia informacji dotyczących ich wykorzystania.

Najpierw skazanie, później umorzenie

24 marca 2022 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli wydał wyrok w sprawie członków zarządu Fundacji Lux Veritatis.Tadeusz Rydzyk i Jan Król zostali uniewinnieni. Sąd uznał natomiast Lidię Kochanowicz-Mańk za winną i wymierzył jej karę trzech miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania na rok oraz grzywnę. Orzekł również obowiązek udostępnienia informacji.

Był to ważny wyrok, ponieważ sąd dostrzegł, że nieudzielenie informacji może naruszać prawa konkretnego wnioskodawcy, a nie jedynie abstrakcyjny interes publiczny. Wyrok nie był prawomocny.

26 września 2022 roku Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił go i umorzył postępowanie. Nie rozstrzygnął jednak, czy oskarżona rzeczywiście dopuściła się zarzucanego czynu. Przyjął inną interpretację przepisów. Zdaniem sądu osoba lub organizacja, której nie udostępniono informacji publicznej, nie jest pokrzywdzona przestępstwem z art. 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Przepis ten ma bowiem chronić ogólną jawność życia publicznego, a nie indywidualne interesy wnioskodawców. W konsekwencji sąd uznał, że nasze stowarzyszenie nie miało uprawnienia do wniesienia subsydiarnego aktu oskarżenia.

To właśnie ten pogląd uznaliśmy za szczególnie niebezpieczny. Czy prawo do informacji należy do obywatela, czy tylko do państwa? Na pierwszy rzut oka różnica wydaje się niewielka. Można przecież powiedzieć, że jawność jest dobrem wspólnym i że służy całemu społeczeństwu. Jeżeli dziennikarz pyta o umowy zawarte przez urząd, mieszkanka chce poznać wydatki swojej gminy, a organizacja społeczna kontroluje wykorzystanie publicznych dotacji, to wszystkie te osoby realizują konkretne uprawnienie.

Prawo do informacji jest zagwarantowane w art. 61 Konstytucji RP. Jego istotą jest możliwość uzyskiwania wiedzy o działalności władzy publicznej i innych podmiotów wykonujących zadania publiczne lub gospodarujących majątkiem publicznym. Jeżeli podmiot zobowiązany bezprawnie blokuje dostęp do informacji, to ogranicza nie tylko ogólną przejrzystość państwa. Uderza również w możliwość korzystania z prawa przez konkretnego wnioskodawcę.

Dlatego nie zgadzamy się z interpretacją, która odbiera takiemu wnioskodawcy status pokrzywdzonego w postępowaniu karnym. Taka wykładnia prowadzi bowiem do paradoksu. Obywatel ma prawo wystąpić z wnioskiem o informację, ale kiedy prawo to zostanie naruszone, może zostać pozbawiony możliwości samodzielnego dochodzenia odpowiedzialności karnej osoby, która dopuściła się naruszenia. A wszystko zależy wówczas od tego, czy prokuratura zechce zająć się sprawą.

Sąd Najwyższy nie rozwiał naszych obaw

Od rozstrzygnięcia Sądu Okręgowego w Warszawie wnieśliśmy kasację do Sądu Najwyższego. Choć był to już czas po zmianie władzy i odpolitycznieniu prokuratury, nie skorzystała ona z okazji, by przystąpić od kasacji. Sprawa, prowadzona pod sygnaturą II KK 209/23, przez kolejne lata pozostawała nierozstrzygnięta. Istotną przyczyną były spory dotyczące składów orzekających i statusu sędziów powołanych w procedurze z udziałem Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej po zmianach z 2018 roku.

Składaliśmy wnioski o przeprowadzenie testów niezależności oraz o wyłączenie sędziów, wobec których mieliśmy uzasadnione wątpliwości dotyczące prawidłowości powołania i gwarancji niezawisłości. Nie chodziło jedynie o formalne zastrzeżenia. Sprawa, która od początku była przedmiotem zainteresowania polityków i przedstawicieli władzy, powinna zostać rozstrzygnięta przez sąd, którego niezależność nie budzi wątpliwości.

W październiku 2026 roku dowiedzieliśmy się, że Sąd Najwyższy wydał postanowienie, które nie przyniosło oczekiwanego przez nas merytorycznego rozstrzygnięcia. Sąd Najwyższy podzielił stanowisko, że art. 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej nie chroni indywidualnego prawa wnioskodawcy w sposób uzasadniający przyznanie mu statusu pokrzywdzonego. Zaskoczył nas również sposób zakończenia sprawy, związany z uznaniem kasacji za niedopuszczalną.

Obawialiśmy się niekorzystnego orzeczenia, ale liczyliśmy na merytoryczną debatę nad zakresem ochrony konstytucyjnego prawa do informacji. Tymczasem utrzymuje się sytuacja, w której argumentacja sądu odwoławczego może być wykorzystywana przez kolejne prokuratury i sądy do ograniczania możliwości dochodzenia odpowiedzialności karnej za nieudostępnianie informacji.

Czy artykuł 23 stanie się martwym przepisem?

Nie chcemy twierdzić, że po tym rozstrzygnięciu odpowiedzialność karna za nieudostępnianie informacji publicznej całkowicie przestała istnieć. Artykuł 23 nadal obowiązuje. Problem dotyczy tego, kto i w jaki sposób może doprowadzić do zastosowania tego przepisu. Jeżeli osoba, której odmówiono informacji, nie ma statusu pokrzywdzonego, traci istotne uprawnienia procesowe. Dotyczy to zwłaszcza możliwości wniesienia subsydiarnego aktu oskarżenia, gdy prokuratura odmawia ścigania.

W praktyce może to prowadzić do sytuacji, w której skuteczne egzekwowanie odpowiedzialności karnej będzie uzależnione przede wszystkim od aktywności prokuratury. Nasze doświadczenia nie dają powodów do nadmiernego optymizmu. Jednocześnie istnieją orzeczenia pokazujące, że możliwa jest inna interpretacja.

W kwietniu 2026 roku Sąd Okręgowy w Nowym Sączu, rozpatrując sprawę dotyczącą odpowiedzialności za nieudostępnienie informacji publicznej, krytycznie odniósł się do stanowiska wyrażonego wcześniej przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Wskazał, że interpretacja ograniczająca ochronę wyłącznie do dobra ogólnego nie jest poglądem dominującym i była krytykowana w doktrynie. To ważne, ponieważ pokazuje, że spór o znaczenie art. 23 nie jest jedynie naszym sprzeciwem wobec niekorzystnego rozstrzygnięcia. Dotyczy realnych różnic w wykładni prawa.

Mamy nadzieję, że sądy nadal będą dostrzegały znaczenie indywidualnego prawa do informacji i nie będą automatycznie powielały interpretacji ograniczającej ochronę wnioskodawców.

To nie koniec naszej sprawy

Mimo postanowienia Sądu Najwyższego nie zamierzamy rezygnować z dalszych działań. Prowadzimy analizę prawną dalszych dostępnych dla nas działań, ponieważ uważamy, że nie chodzi tu wyłącznie o Fundację Lux Veritatis ani o rozstrzygnięcie odpowiedzialności osób, które przed laty zarządzały fundacją. Chodzi o zapewnienie, że prawo do informacji będzie skutecznie chronione, a osoby i instytucje zobowiązane do jawności nie będą mogły bez konsekwencji ignorować ustawowych obowiązków.

Sprawa pokazuje również, jak ściśle powiązane są ze sobą jawność życia publicznego, niezależność sądów i działanie prokuratury. Kiedy jeden z tych elementów zawodzi, osłabieniu ulegają również pozostałe.

 

Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze działania darowizną.

zł

Komentarze

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *