Od lat nie mamy w Polsce sądu konstytucyjnego, do którego moglibyśmy zwrócić się z przekonaniem, że skutecznie ochroni nasze prawa i wolności, a jego wyroki nie będą miały podłoża politycznego.
Ostatnie wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego nie napawają optymizmem. Stoimy przed trudnym dylematem: czy zaakceptować doraźne rozwiązania, które mogą przełamać wieloletni impas, lecz nie naprawią instytucji. Nie chcemy jednak, by przyszłość naszych praw i wolności zależała od tego, kto w danym momencie wygrywa polityczny spór. Przypominamy, że art. 1 Konstytucji RP stanowi: „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Preambuła Konstytucji zapowiada państwo oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz i dialogu społecznym. Państwo, w którym instytucje publiczne działają rzetelnie i sprawnie, a godność człowieka, jego wolności i prawa są fundamentem funkcjonowania Rzeczypospolitej.
Za każdą sprawą stoją ludzie
Patrząc na wydarzenia z ostatnich dni wokół Trybunału Konstytucyjnego, trudno nam dostrzec realizację tych wartości. Widzimy natomiast kolejny etap sporu o instytucję, która powinna stać ponad bieżącą polityką i chronić obywateli także przed nadużyciami władzy. Kryzys zaczął się od wadliwego wyboru części sędziów przez ustępującą większość parlamentarną i od działań kolejnej większości, która obsadziła miejsca już zajęte. Doprowadził do sytuacji, w której trudno mówić o skutecznej ochronie konstytucyjnej. A przecież znamy sytuacje, w których nasze prawa wymagają ochrony przed działaniami ustawodawcy lub władzy wykonawczej. Tak było, gdy Trybunał Konstytucyjny oceniał przepisy pozwalające służbom na dostęp do danych telekomunikacyjnych obywateli bez wystarczających mechanizmów niezależnej kontroli. Tak było, gdy badał przepisy ograniczające możliwość organizowania zgromadzeń publicznych, w tym wymagające zgłoszenia protestu z co najmniej trzydniowym wyprzedzeniem. Tak było też, gdy rozstrzygał o nierównym traktowaniu opiekunów osób z niepełnosprawnościami, których prawo do świadczenia pielęgnacyjnego uzależniono od tego, w jakim wieku powstała niepełnosprawność osoby wymagającej opieki. To nie są abstrakcyjne spory prawne. Chodzi o to, czy państwo może bez odpowiednich zabezpieczeń sięgać po informacje o naszym życiu, czy możemy wyjść na ulicę, by zaprotestować przeciwko decyzjom władzy, i czy rodzina opiekująca się bliską osobą będzie traktowana zgodnie z konstytucyjną zasadą równości. Za każdą z tych spraw stoją konkretni ludzie i ich codzienne problemy.
Właśnie wtedy potrzebny jest niezależny Trybunał Konstytucyjny. Taki, który potrafi powiedzieć władzy „nie”, nawet jeśli to ona doprowadziła do wyboru jego sędziów.
Między impasem a precedensem
Wydarzenia z 30 października 2026 roku, kiedy sędzia Anna Korwin-Piotrowska zarządziła przerwę w czynnościach służbowych prezesa i wiceprezesa Trybunału, a następnie przejęła kierowanie jego pracami, postawiły nas przed kolejnymi trudnymi pytaniami. Z jednej strony trudno zaakceptować sytuację, w której osoby prawidłowo wybrane przez Sejm na sędziów Trybunału nie mogą wykonywać swoich obowiązków. Trudno zgodzić się na wieloletnie blokowanie organu konstytucyjnego, od którego zależy ochrona praw i wolności.
Z drugiej strony sposób przełamywania tego impasu również musi podlegać ocenie prawnej. Słuszny cel nie sprawia, że każde działanie prowadzące do niego jest prawidłowe. Na te wątpliwości zwróciła uwagę Helsińska Fundacja Praw Człowieka w stanowisku z 31 października 2026 roku. Fundacja, domagając się nadal dopuszczenia legalnie wybranych sędziów do orzekania, zakwestionowała jednocześnie podstawy prawne odsunięcia kierownictwa TK i ostrzegła przed niebezpiecznym precedensem.
W podobnym tonie pisze Aleksander Hall w opublikowanym 1 listopada na łamach „Rzeczpospolitej” artykule „Najwyższy czas na opamiętanie”. Przestrzega przed sytuacją, w której Trybunał stanie się przedmiotem kolejnego politycznego przejęcia, a nie instytucją odzyskującą niezależność. Te głosy zasługują na poważne potraktowanie.
Nie oznacza to jednak, że należy zrównać odpowiedzialność wszystkich uczestników wieloletniego kryzysu ani zapomnieć o jego początkach. Nie można też pomijać tego, że bezczynność utrwala sytuację, w której obywatele pozostają bez skutecznej ochrony konstytucyjnej. Być może potrzebujemy rozwiązań natychmiastowych. Być może nie można dłużej czekać na idealne warunki do przywrócenia Trybunałowi zdolności działania. Nawet jeśli doraźne działania okażą się konieczne, nie wolno przedstawiać ich jako zakończenia kryzysu. Nie są one równoznaczne z odbudową niezależnego sądu konstytucyjnego.
To trudna sytuacja. Nie dostrzegamy dziś rozwiązania, które pozwalałoby bez wątpliwości powiedzieć, że właśnie przywracamy w Polsce niezależny sąd konstytucyjny. I właśnie to jest najbardziej przygnębiające. Nie chodzi przecież o to, żeby jedni politycy zastąpili drugich. Nie po to Konstytucja przewiduje istnienie niezależnego Trybunału Konstytucyjnego.
Nie łatanie, tylko odbudowa
W lutym 2026 roku, wspólnie z innymi organizacjami społecznymi, apelowaliśmy o przejrzysty wybór sędziów, jawność działania Trybunału i rzeczywistą społeczną kontrolę nad jego funkcjonowaniem. W sierpniu sprzeciwialiśmy się wyborowi Macieja Berka, osoby bezpośrednio związanej z bieżącą działalnością rządu, bo zagrażało to niezależności Trybunału i zaufaniu do jego bezstronności.
Warto poważnie rozmawiać o propozycji resetu konstytucyjnego, o której przypomina Helsińska Fundacja Praw Człowieka. O rozwiązaniu, które pozwoliłoby ustanowić nowe reguły funkcjonowania Trybunału, odporne na polityczne naciski.
Przypominamy też projekty ustawy o Trybunale Konstytucyjnym oraz przepisów ją wprowadzających, przygotowane przez Zespół Ekspertów Prawnych Fundacji im. Stefana Batorego. Powstały w wyniku prac eksperckich i konsultacji, poparło je niemal 50 organizacji. Uchwalone na ich podstawie ustawy nie weszły jednak w życie, ponieważ prezydent Andrzej Duda skierował je do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej.
Projekty te zakładały nie tylko rozwiązanie problemów wynikających z kryzysu konstytucyjnego, ale również stworzenie mechanizmów chroniących Trybunał przed ponownym politycznym zawłaszczeniem. Przewidywały między innymi wybór sędziów większością 3/5 głosów w Sejmie, wzmocnienie kolegialnego zarządzania Trybunałem, większą jawność postępowań i szersze możliwości występowania przed nim organizacji społecznych.
Rozwiązania te pokazują, że o Trybunale można myśleć nie tylko jak o konflikcie do zakończenia, ale przede wszystkim jak o instytucji, którą trzeba uodpornić na podobne kryzysy w przyszłości.
Dlatego nie wystarczy, że Trybunał zacznie ponownie działać i wydawać wyroki. Potrzebujemy instytucji, której niezależność będzie wynikała nie tylko z deklaracji, ale z przejrzystych zasad wyboru sędziów, jawności działania, rzeczywistej bezstronności i odporności na naciski każdej władzy. Nie chcemy co kilka lat zastanawiać się, czy Trybunał będzie chronił nasze prawa, czy interesy aktualnej większości politycznej. Nie chcemy też być stawiani przed wyborem między dalszym trwaniem kryzysu a rozwiązaniami, które mogą stać się źródłem następnego. Odbudowa sądu konstytucyjnego wymaga czegoś więcej niż zakończenia obecnego sporu. Wymaga przyjęcia zasad, które będą obowiązywać wszystkich, także wtedy, gdy zmieni się władza.
Trybunał Konstytucyjny nie jest własnością polityków, którzy wybierają jego sędziów, ani tych, którzy w danym momencie sprawują władzę. Nie istnieje po to, by jedni mogli wygrywać spory z drugimi. Istnieje po to, by chronić Konstytucję, a wraz z nią prawa i wolności każdego z nas. To my ponosimy konsekwencje jego niesprawności, braku niezależności i kolejnych politycznych konfliktów. I to wobec nas państwo ma obowiązek zapewnić skuteczną ochronę konstytucyjną. Bo Rzeczpospolita jest dobrem wspólnym nas wszystkich. Nie tylko tych, którzy dziś rządzą.



Komentarze