Poprzedni

Demokracja tylko dla dorosłych? Jak polskie państwo uczy młodzież, że jawność to fasada

Polskie państwo chętnie zachęca młodych ludzi do aktywności obywatelskiej. Problem zaczyna się wtedy, gdy traktują te zachęty poważnie i próbują skorzystać z prawa do informacji. W praktyce często słyszą, że na demokrację są jeszcze za młodzi.

Wokół nas roztacza się wieczny lament. Politycy, publicyści i socjologowie regularnie załamują ręce nad młodym pokoleniem: Dlaczego młodzież nie interesuje się sprawami publicznymi? Czemu nie chodzą na wybory? Skąd ta bierność obywatelska?

Recepta państwa na ten stan rzeczy jest zawsze taka sama. Więcej lekcji o konstytucji, apele o zaangażowanie i uroczyste zapewnienia, że głos młodych się liczy. Problem pojawia się wtedy, gdy jakiś młody człowiek traktuje te deklaracje poważnie i zamiast grzecznie potakiwać, postanawia powiedzieć „sprawdzam”. Wtedy zza kurtyny wzniosłych haseł wyłania się ponura rzeczywistość: paragrafy, procedury i protekcjonalne klepnięcie w ramię z przekazem: Słuchaj, młody, to zabawa dla dorosłych. Wróć, jak skończysz osiemnaście lat”

Nie ma lepszego obrazu tej historii o nieistniejących prawach niż to, co dzieje się Sejmie RP. Z jednej strony mamy piękny obrazek: uśmiechnięty Marszałek Sejmu serdecznie wita z mównicy machające z galerii wycieczki szkolne. Padają piękne słowa o przyszłości narodu i świątyni demokracji. Z drugiej strony ten sam Marszałek Sejmu, podpisuje Zarządzenie, które wprost odmawia wejściówek każdemu, kto nie ukończył 18 lat. Przepisy, które weszły w życie w październiku 2025 roku to bezpośrednia reakcja na działalność 12-letniej Sary Małeckiej-Trzaskoś znanej w sieci z kanału „Perspektywa Sary”. Dziewczynka biegała po sejmowych korytarzach z mikrofonem i zadawała politykom pytania. Owszem, wokół jej działalności narosło mnóstwo kontrowersji – od oskarżeń o realizowanie ambicji rodziców po konflikty w jej gdańskiej podstawówce. Gdy podeszła do Jarosława Kaczyńskiego, ten bez ogródek rzucił jej w twarz: „Wolność słowa nie jest dla dzieci”. Ale zamiast mądrze podejść do sprawy, zablokowano Sejm RP przed każdym, kto nie ma odpowiedniego wieku. Kancelaria Sejmu dopięła swego, a sądy administracyjne ostatecznie oddaliły skargi rodziców na odebranie wejściówek. Przekaz poszedł w świat: Sejm jest fajny na zdjęciu z wycieczki, ale w żadnym wypadku nie próbujcie zadawać pytań.

Z jawnością dla dzieci jest jak z jawnością dla dorosłych

W gruncie rzeczy z prawem do informacji u małoletnich jest dokładnie tak samo, jak u dorosłych. Jawność jest wspaniała, dopóki pozostaje na papierze, w programach wyborczych albo w urzędowych broszurach, którymi można się pochwalić. Jednak w zderzeniu z realną praktyką urzędniczą, prawo do informacji natychmiast zaczyna być traktowane jako zagrożenie dla świętego spokoju instytucji.

Kiedy dorosły pyta o wydatki z budżetu czy treść umów, urzędnicy z miejsca podejrzewają nadużycie prawa, nękanie albo złośliwość. Kiedy pyta o to dziecko, uruchamia się dodatkowy mechanizm lekceważenia. Pojawiają się pytania: A po co to dziecku? Kto za tym stoi? To nie jest dziennikarstwo, to cyrk i zabawa.

Zamiast uzyskać merytoryczną odpowiedź, młody człowiek otrzymuje proceduralny wywód oparty na przepisach Kodeksu cywilnego. Trudno się temu dziwić — osoba niepełnoletnia nie posiada przecież pełnej zdolności do czynności prawnych. 

Tymczasem prawo do informacji publicznej to nie transakcja handlowa czy zakup mieszkania. To niezbywalne prawo człowieka, chronione zarówno przez polską Konstytucję (art. 54 i 61), jak i Konwencję o prawach dziecka ONZ (art. 13) i Konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (art. 10). Ustawa o dostępie do informacji publicznej mówi wprost: prawo to przysługuje każdemu. Nie ma tam dopisku każdemu, kto ma dowód osobisty. Mimo to, polskie sądy wolą chronić chyba bezpieczeństwo administracji niż podmiotowość obywatelską młodzieży.

Jak skutecznie zniechęcić do działania

Najlepszym dowodem na to, że w starciu z polską machiną urzędniczą młodym ludziom szybko odechciewa się wszystkiego, są dwie głośne sprawy sądowe.

Pierwsza to wieloletnia batalia Tymona Radzika. Jako 15-latek chciał dowiedzieć się od Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej (NASK), na jakiej zasadzie wydzierżawiono państwowe domeny internetowe polska.pl oraz poland.pl. NASK zamiast przesłać dokumenty, zażądała oświadczenia o pełnoletności.

Gdy sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, sąd skargę odrzucił (II SAB/Wa 155/16). Stwierdził, że ustawa nie przewiduje samodzielnego działania osób niepełnoletnich. Naczelny Sąd Administracyjny (I OSK 2500/16)podtrzymał to myślenie, uznając, że nastolatek wprawdzie „prawo ma”, ale żeby z niego skorzystać, musi przynieść zgodę rodziców. Tymon Radzik złożył skargę do Europejskiego Trybunałem Praw Człowieka, skarżąc Polskę o dyskryminację ze względu na wiek.

Druga sprawa to kazus 12-letniej Sary Małeckiej-Trzaskoś, która wysłała wniosek o informację publiczną. Sprawa wylądowała w sądzie. Żeby skarga w ogóle mogła zostać rozpatrzona, rodzic musiał się pod nią podpisać. WSA w Gdańsku wydał w tej sprawie nieprawomocny wyrok w grudniu 2025 roku (sygn. III SAB/Gd 466/25), w którym wskazał, że nieletni sami nie mogą wnioskować. Jeżeli ktoś nie ma 18 lat to każde pytanie zdaniem sądu wymaga złożenia wniosku przez przedstawiciela ustawowego.

Życzenia na 1 czerwca: Zróbmy prosty test jawności

 

Z okazji Międzynarodowego Dnia Dziecka, zamiast tradycyjnych życzeń i zapewnień, jak bardzo jesteście dla nas ważni, mam dla Was – młodych obywateli – konkretną propozycję. Propozycję na mały, całkowicie legalny i niezwykle pouczający test z demokracji.

Zgodnie z polskim prawem i utrwalonym orzecznictwem sądowym, nauczyciel jest osobą pełniącą funkcje publiczne. Oznacza to, że jego wynagrodzenie (zasadnicze wraz z dodatkami) nie podlega ochronie prywatności i jest jawne dla każdej osoby.

Moje życzenia na 1 czerwca brzmią więc tak: niech każdy z Was – niezależnie od tego, czy ma lat 11, 14 czy 17 – wyśle do dyrektora swojej szkoły prosty wniosek e-mailowy o treści:

Na podstawie art. 61 ust. 1 i 2 Konstytucji RP i art. 2 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej, wnoszę o udostępnienie informacji o wysokości wynagrodzenia zasadniczego oraz wszystkich dodatków wypłaconych w ostatnim miesiącu konkretnym nauczycielom (z imienia i nazwiska) zatrudnionym w szkole.

Zobaczcie, czy dyrektor odpisze merytorycznie, czy zacznie się historia o braku zdolności prawnej, ustalanie po co Wam taka informacja, czy też może inne jeszcze przygody. To będzie Wasz prawdziwy, praktyczny sprawdzian z tego, jak w Polsce naprawdę wygląda jawność. Na 1 czerwca wszystkiego jawnego!

 

Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze działania darowizną.

Komentarze

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *