Czego nauczyła mnie ustawa o dostępie do informacji publicznej?

W biurze Watchdoga – dużo radości ze wspólnej pracy na rzecz prawa do informacji. Zdjęcie: Aleksandra Zofia Wyżga

Minęło 25 lat, odkąd dowiedziałam się, że mam jakieś prawa. Jako studentka zaczęłam pracować w instytucji publicznej. Od środka widziałam, jak rządzący wydzierali sobie w niej stanowiska. Ktoś z kadr pytał – jak to jest, że członka zarządu nigdy nie ma w pracy, a pensja na koniec miesiąca jest wysyłana na konto? Administracja tej instytucji rozrosła się do niebotycznych rozmiarów, gdyż znajdowali w niej zatrudnienie wszelcy krewni i znajomi. Fajne miejsce, w którym zaczęłam pracować, zaczęło zamieniać się w łup polityczny.

Samodzielnie nie miałam poczucia, że da się coś zrobić. A dziś jestem pewna, że by się dało. Jeśli miałabym wówczas świadomość swoich praw i… trochę odwagi potrzebnej do rozwiązania tej sprawy. Mogłam sprawdzić zarobki zarządu, protokoły z prac zarządu, listy obecności członka zarządu i ogłoszenia o pracę oraz procedury zatrudniania. 

Obwąchiwanie ustawy o dostępie do informacji

O tym, że mogłabym to zrobić, dowiedziałam się od Zenona Michajłowskiego. Dzięki relacjom przyjaźni z pracy zaangażowałam się w działania grupy aktywnych obywateli i obywatelek w Warszawie. Grupa ta uczestniczyła w różnych szkoleniach i konferencjach organizowanych przez Program Przeciw Korupcji działający przy Fundacji im. Stefana Batorego. Na jednym z nich pojawił się taki dziwny człowiek – strasznie zaangażowany w promowanie ustawy o dostępie do informacji publicznej. To właśnie był Zenon – później mój wspaniały przyjaciel (Odeszła legenda Watchdoga). 

No to postanowiłam jej użyć. Udałam się do dzielnicowego urzędu w Warszawie – gdzie mieszkam. Szłam z wydrukowanym wnioskiem o informację od pokoju do pokoju. Nikt nie wiedział co to jest. A ja w sumie też nie bardzo umiałam wytłumaczyć. Pamiętam to do dziś. 

Pierwsze nasze Ogólnopolskie Forum Inicjatyw Pozarządowych w 2005 roku. I tu uczyliśmy o prawie do informacji. I było spore zainteresowanie.

Odkryliśmy skarb

Potem takich jak ja było więcej, ale nie bardzo wiedzieliśmy, co robić, gdy dostajemy odpowiedzi nie na temat, w ogóle ich nie dostajemy lub nic z nich nie rozumiemy. Wtedy poczuliśmy, że potrzebujemy prawnika. Udało nam się znaleźć aż dwóch chętnych młodych chłopaków – Krzysztofa Izdebskiego i Szymona Osowskiego. Obaj dziś są jednymi z najlepszych specjalistów w tym temacie.

Skoro wokół ustawy o dostępie do informacji zaczął się tworzyć taki zespół, pojawiła się w nas ciekawość, czy ktoś jeszcze na świecie tym tematem się zajmuje. Chcieliśmy się uczyć od innych. I wtedy odkryliśmy całe międzynarodowe środowisko. Oraz to, że 28 września jest Międzynarodowym Dniem Prawa do Informacji. Na całym świecie tego dnia mają miejsce różne uroczystości. Oczywiście od czego ma się słynną polską ułańską fantazję? Szymon Osowski rzucił, że my będziemy świętować cały tydzień! I tak powstał nasz pierwszy program warsztatów szkoleniowych, z którymi ruszyliśmy w całą Polskę. Z czasem poznaliśmy osoby z tego międzynarodowego środowiska. Tą mi najbliższą jest nieżyjąca już Helen Darbishire (Helen Darbishire – osobowość prawa do informacji ).

Po walnym zebraniu członków Watchdoga w 2010 roku – wszyscy w koszulkach Wiedza-Władza

Matki i ojcowie

Upływ czasu pokazuje, jak wiele osób zasłużonych dla prawa do informacji już odeszło. Nie żyje już Henryk Wujec (Odszedł Henryk Wujec,spiritus movens ustawy o dostępie do informacji publicznej) – szef komisji sejmowej przygotowującej ustawę w 2001 roku. Nie żyje prof. Teresa Górzyńska (Wspomnienie o profesor Teresie Górzyńskiej) – ekspertka tej komisji, która ostrzegała przed zagrożeniami kryjącymi się w różnych przepisach. Nie żyje wspomniany już Zenon Michajłowski – z którym byliśmy razem na lotnisku dowiedziawszy się o śmierci Pani Profesor. Nomen omen wracaliśmy z Naddniestrza, gdzie przez tydzień, w podziemiu, szkoliliśmy lokalne watchdogi między innymi na temat prawa do informacji. No i Helen – postać ikoniczna i wyjątkowa, z napędem do poszerzania sfery wolności na całym świecie. 

Szkolenie z partnerami z Ukrainy – 2007 rok – oczywiście rozmawiamy o prawie do informacji

My też mamy zadania

Ale zostaliśmy my. Ja oczywiście z łezką w oku wspominam czasy partyzanckie. Gdy szalone pomysły, robione niemalże bez pieniędzy, przyczyniały się do powstawania rzeczy wielkich. Gdyby nie zapał i energia do budowania czegoś wielkiego, nie byłoby dziś portalu informacjapubliczna.org. Nie byłoby poradnictwa dla obywateli. Tu trzeba wspomnieć nie tylko Krzyśka i Szymona, którzy pomagali pierwsi , ale też Adama Dobrawego – który stworzył pierwszą wersję poradni pozwalającej na pilnowanie porządku. Nie byłoby spraw sądowych. 

No i nie byłoby przede wszystkim Was – tysięcy obywateli i obywatelek, którzy wiedzą, że mają prawo do wiedzy, mogą pytać i tego prawa używają. Nie są już tą zagubioną obywatelką stojącą przed drzwiami kolejnego pokoju w urzędzie dzielnicy. A w tych pokojach z kolei siedzą ludzie, którzy doskonale wiedzą, z czym ci obywatele przyszli. Czujemy wszyscy, że obywatele w państwie mają coś do powiedzenia. I choć wciąż narzekamy, że mamy za mały wpływ na działania władzy, to dziś jakość naszego bycia obywatelami i obywatelkami jest po prostu inna. 

Ustawa nauczyła mnie być obywatelką. Nauczyła mnie tego, że ja też jestem rozliczalna. Nauczyła mnie, że przejrzystość daje siłę i samokontrolę. Dała mi jeszcze coś. Wspaniałych przyjaciół i ludzi, z którymi wspólnie działam. Każdemu życzę, by go coś takiego w życiu spotkało!

Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze działania darowizną.

Komentarze

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *