Następny

Pozew odpadnie, akt oskarżenia zostaje

Od lipca dziennikarza czy aktywistkę pozwanych w sprawie cywilnej chroni ustawa antySLAPP. Sąd może szybko odrzucić pozew, który ma uciszyć krytykę. Tyle że ten sam pomawiany może pójść do sądu karnego z art. 212 kodeksu karnego – a tam nic się nie zmieniło. O tej luce rozmawiali uczestnicy konferencji poświęconej przepisowi o zniesławieniu.

19 października 2026 r. w warszawskiej Elektrowni Powiśle odbyła się konferencja „Czas na dekryminalizację zniesławienia. Wolność słowa, debata publiczna i reforma art. 212 k.k.”, zorganizowana przez Agorę S.A. we współpracy z Siecią Obywatelską Watchdog Polska, Helsińską Fundacją Praw Człowieka i ARTICLE 19 Europe. O konsekwencjach stosowania art. 212 rozmawiali dziennikarze, prawnicy, przedstawiciele organizacji społecznych oraz instytucji państwowych. Trzy panele poświęcono kolejno doświadczeniom mediów, sprawom wytaczanym aktywistom i obywatelom oraz możliwym kierunkom reformy prawa.

W ostatnim panelu, prowadzonym przez dr Dominikę Bychawską-Siniarską, spotkali się przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, Rzecznika Praw Obywatelskich, Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Dyskusja pokazała, że choć panuje zgoda co do potrzeby zmian, nie ma porozumienia w sprawie ich zakresu ani terminu wprowadzenia.

Plan był inny

Za ministra Adama Bodnara uzgodniono, że prace pójdą dwoma torami: Komisja Kodyfikacyjna Prawa Cywilnego przygotuje przepisy antySLAPP, a Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego – zmiany w art. 212. Oba projekty miały wyjść z ministerstwa równolegle. Wyszedł jeden.

– Droga cywilna będzie obwarowana możliwością szybkiego oddalenia powództwa, kiedy sąd zorientuje się, że ma do czynienia ze SLAPP-em. Boimy się, że art. 212 będzie stosowany częściej – mówiła dr Dominika Bychawska-Siniarska prowadząca panel. Droga karna i tak jest tania, dostępna i łatwa. Teraz może stać się po prostu wygodniejsza.

„Aż tyle”

Wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur, który zastępował na panelu ministra Waldemara Żurka, zaczął od liczb. Około 4 proc. skazanych z art. 212 dostaje karę pozbawienia wolności – to mniej więcej 50 na 2,5 tys. wyroków. W pięciu przypadkach była to kara bezwzględna.

– Można by powiedzieć, że tylko tyle. Ministerstwo uważa, że aż tyle, bo takich sytuacji być nie powinno – mówił.

Na pełną dekryminalizację resort się jednak nie zgadza. Najpierw trzeba udrożnić procesy cywilne, tak żeby toczyły się szybko. Do tego czasu ministerstwo popiera depenalizację: zniesławienie niepubliczne i zniesławienie podmiotów innych niż osoby fizyczne przestałyby być przestępstwem, karane byłoby tylko działanie z zamiarem bezpośrednim, a kara więzienia zniknęłaby z katalogu kar za zniesławienie.

Pod koniec panelu wiceminister dorzucił dane o prokuraturze. W latach 2020–2026 prowadziła niespełna 2600 spraw z art. 212, czyli 350–400 rocznie. Aktów oskarżenia było 269 – niewiele ponad 10 proc. – Tu chyba trzeba pochwalić prokuratorów – skwitował.

Prowadząca odpowiedziała innymi liczbami. Skazanych z art. 212 przybywa: w 2021 r. było ich 394, w 2024 r. już 443.

Przedwojenny paragraf

Prof. Jarosław Majewski z Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego przypomniał, że przepisy o zniesławieniu i znieważeniu nie zmieniły się istotnie od kodeksu Makarewicza, czyli od pierwszej ustawy karnej II RP. Komisja jednomyślnie uznała, że dobre imię nadal zasługuje na ochronę. Większością głosów – że wzorce kulturowe zmieniły się na tyle, by kryminalizację mocno zawęzić.

Propozycja komisji idzie dalej niż to, co deklaruje ministerstwo:

  • zniesławienie podmiotów innych niż osoby fizyczne przestaje być przestępstwem (powrót do stanu z 1997 r.);
  • pełna dekryminalizacja pomówień niepublicznych;
  • karane jest tylko działanie celowe, kiedy sprawca chce poniżyć pokrzywdzonego albo narazić go na utratę zaufania;
  • prawdziwe zarzuty wobec osób pełniących funkcje publiczne są bezkarne – także wobec kandydatów do Sejmu, Senatu czy samorządu i tych, którzy funkcję już stracili.

Ostatni punkt ma zamknąć furtkę, którą dziś wykorzystują politycy: rezygnuję ze stanowiska i już można mnie chronić jak osobę prywatną. – Żeby nie można było się wycofać i gasić krytyki – tłumaczył Majewski. Warunek wstępny komisja postawiła ten sam co ministerstwo: sprawny proces cywilny.

Majewski zastrzegł też, że art. 212 nie jest samotną wyspą. Jako adwokat widzi, jak instrumentalnie wszczyna się także postępowania z urzędu – żeby komuś uprzykrzyć życie.

Lista rzecznika

Rzeczniczka Praw Obywatelskich Sylwia Gregorczyk-Abram omówiła niedawne wystąpienie RPO do ministra. Prawo karne powinno być ostatecznością. Już samo oskarżenie stygmatyzuje mocniej niż pozew, a skazanie – nawet na grzywnę – daje status osoby karanej. Nauczycielowi akademickiemu potrafi to złamać karierę.

RPO proponuje zmiany po obu stronach. W procesie cywilnym: „ślepy pozew” przeciwko osobie, której nazwiska i adresu nie znamy, skuteczną egzekucję przeprosin, reformę sprostowań, niższe opłaty sądowe i lepszą nieodpłatną pomoc prawną. W karnym: merytoryczną kontrolę prywatnego aktu oskarżenia już na starcie i odszkodowanie za oczywiście niesłuszne oskarżenie. Do tego definicja dziennikarza – zamiast spierać się, kto nim jest, można sięgnąć po kryterium z ustawy antySLAPP, czyli udział w debacie publicznej.

Umorzenie po trzech miesiącach

Zdaniem mec. Macieja Ślusarka, specjalisty od ochrony reputacji i członka komisji, która napisała ustawę antySLAPP, w praktyce jest odwrotnie, niż się mówi. Sprawa karna z art. 212 zwykle kończy się na pierwszym posiedzeniu – umorzeniem po trzech miesiącach. Cywilna ciągnie się latami, a po wygranej sąd zwraca koszty pełnomocnika liczone od stawki 720 zł. Za tyle – jak mówił – żaden adwokat sprawy nie poprowadzi. Sprostowań redakcje w praktyce nie publikują.

Mec. Ślusarek bronił art. 212 dwoma argumentami. Pierwszy: obraża się dziś głównie w sieci, często anonimowo, a tylko postępowanie karne pozwala policji ustalić autora wpisu. Drugi: rosyjska dezinformacja opiera się na rzucaniu fałszywych oskarżeń. – Chcemy wybić naszemu państwu zęby i powiedzieć: zero odpowiedzialności – ostrzegał. Za skreśleniem art. 212 byłby dopiero wtedy, gdy sądy cywilne zaczną rozstrzygać takie sprawy w ciągu roku. Propozycję komisji karnej nazwał jednak „mądrą i spokojną”.

Rakieta i paragraf

Odpowiedział mu Konrad Siemaszko z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Spada rakieta, pojawia się dezinformacja, że to ukraińska prowokacja. W jaki sposób art. 212 miałby pomóc, kiedy potrzebne są działania w najbliższych minutach? – pytał. Uzależnienie reformy od naprawy procesu cywilnego oznacza jego zdaniem zamrożenie jej na dekadę. Fundacja zajmuje się art. 212 od dwudziestu lat i – jak mówił – nie chce się spotkać na podobnej debacie w 2047 r.

Siemaszko zwracał uwagę na coś innego. Na papierze przepis nie wygląda źle: według Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego dotyczy faktów, nie opinii, a kto działał w dobrej wierze, nie powinien być skazany. Tylko że sądy rejonowe często orzekają inaczej – a to one wyznaczają realny horyzont dla dziennikarzy i aktywistów. Dlatego zmiana definicji przestępstwa nie wystarczy, potrzebne są bariery proceduralne. Przykład: sąd w Bełchatowie umorzył sprawę związkowca i nazwał ją wprost SLAPP-em. Nic to nie dało – przeciw związkowcowi wszczyna się kolejne postępowania.

Dr Bychawska-Siniarska potwierdziła problem z sądami. W lipcu szkoliła z ustawy antySLAPP sędziów z Polski, Czech i Grecji. Polacy w ankietach pisali, że godzina o standardach strasburskich to za mało, bo od lat nikt ich z tego nie szkoli. Czesi i Grecy takich uwag nie mieli.

Strasburg czeka od 2010 roku

Eliza Suchożebrska z Ministerstwa Spraw   Zagranicznych przypomniała, że od 2010 r. Polska nie wykonała wyroku w sprawie Kurłowicz, która dotyczy właśnie art. 212. To jedna z najdłużej niewykonanych spraw. Według prowadzącej zniesławienie to niemal połowa z około 50 spraw, w których Polska przegrała w Strasburgu z art. 10 konwencji (wolność wypowiedzi). Rada Europy przygotowuje zresztą raport o zniesławieniu: z 46 państw 14 zlikwidowało już odpowiedzialność karną.

Pełnomocniczka dorzuciła też głos z przeciwnej strony. Europejska Komisja przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji (ECRI) wytknęła Polsce brak przepisu karnego o zniesławianiu osób i grup ze względu na pochodzenie, wyznanie czy inne cechy chronione. Zalecenie ECRI z 2017 r. idzie więc w kierunku kryminalizacji, nie dekryminalizacji.

„Pochylimy się”

Prowadząca zapytała wprost, czy po dwudziestu latach obietnic kolejnych ministrów tym razem coś się wydarzy. Wiceminister Mazur zaznaczył, że mówi w zastępstwie szefa resortu, ale zadeklarował poparcie ministerstwa dla depenalizacji „w kierunkach, które zostały wskazane”. Za ślepym pozwem opowiedział się bez zastrzeżeń – przy dzisiejszych środkach komunikacji to jego zdaniem rzecz nie do uniknięcia.

Jedno zobowiązanie złożył we własnym imieniu. Nadzoruje Krajową Szkołę Sądownictwa i Prokuratury, więc obiecał zmiany w szkoleniach sędziów ze standardów wolności słowa. Organizacje pozarządowe zapowiedziały, że za tydzień ponowią apel do ministerstwa, wysłany już miesiąc temu. Podpisały się pod nim także organizacje kojarzone z prawicą.

Dziennikarka śledcza Bianka Mikołajewska poprosiła, żeby w pracach nad przepisem pamiętać o gorszych czasach. Prawo pisze się nie tylko na teraz – a art. 212 w rękach prokuratury podporządkowanej władzy może stać się bronią wymierzoną w dziennikarzy i organizacje społeczne. Rzeczniczka Praw Obywatelskich zauważyła z kolei, że w spolaryzowanym społeczeństwie to jeden z niewielu tematów, które łączą środowiska. Dominika Bychawska-Siniarska potwierdziła to obserwacją z Sejmu: przy ustawie antySLAPP nie było posła, który nie mówiłby, że problem jest poważny. Posłowie czuli, że może dotknąć także ich.

Reforma nie może czekać

Konferencja pokazała, że co do jednego panuje szeroka zgoda: art. 212 wymaga zmiany. Spór dotyczy tego, jak daleko powinna sięgać reforma i czy można ją przeprowadzić, zanim usprawnione zostaną postępowania cywilne. Ministerstwo Sprawiedliwości opowiada się za ograniczeniem odpowiedzialności karnej za zniesławienie, organizacje broniące wolności słowa domagają się dalej idących zmian, a część prawników ostrzega przed pozbawieniem obywateli skutecznej ochrony dobrego imienia.

Na razie konkretnego terminu reformy nie ma. Są propozycje Komisji Kodyfikacyjnej, deklaracje ministerstwa i zapowiedź lepszych szkoleń dla sędziów. Jest też ustawa antySLAPP, która od lipca daje nowe narzędzia obrony w procesach cywilnych, ale nie obejmuje spraw karnych. Dopóki art. 212 pozostaje w obecnym kształcie, oskarżenie o zniesławienie nadal może służyć wywieraniu presji na dziennikarzy, aktywistów i obywateli zabierających głos w sprawach publicznych.

Po dwudziestu latach dyskusji pytanie nie brzmi już tylko, jak zmienić art. 212, lecz także kiedy polityczne deklaracje przełożą się na przepisy. Bo nawet jeśli oskarżony ostatecznie wygra sprawę, sam proces może skutecznie zniechęcić go do dalszego zabierania głosu.

Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze działania darowizną.

zł

Komentarze

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *