Sto lat, Ustawo!

25 lat temu uchwalono ustawę o dostępie do informacji publicznej. Po ćwierćwieczu można już zdecydowanie odpowiedzieć na pytanie, czy spełniła swoją rolę. Moja odpowiedź brzmi – tak, ustawa się udała.

Nie oznacza to, że dostęp do informacji publicznej w Polsce działa idealnie. Nie działa. Nadal zdarzają się wnioski pozostawiane bez odpowiedzi, próby przeciągania postępowań, nieuzasadnione odmowy, zasłanianie się prywatnością, tajemnicą albo pojęciem informacji przetworzonej. Sądy kreują nowe ograniczenia jawności, które nie występują w ustawie.

Po informacje, które powinny być dostępne bez sporu, nadal trzeba chodzić do sądu. Są instytucje, które pytanie obywatela traktują jak atak.

Ale właśnie po 25 latach trzeba oddzielić dwie rzeczy: czy zawodzą przepisy, czy praktyka ich stosowania.

Twórcy ustawy zrobili coś niezwykle ważnego i dosyć nowatorskiego. Stworzyli gwarancje dla konstytucyjnego prawa do informacji, które opierają się na prostym mechanizmie. Co do zasady nie trzeba tłumaczyć, po co chcemy wiedzieć. Można być po prostu mieszkańcem, który chce sprawdzić, na co gmina wydała pieniądze, z kim urząd zawarł umowę, jak podejmowano decyzję albo jakie dokumenty powstały w konkretnej sprawie. Informacje powinny być w internecie w Biuletynie Informacji Publicznej, czyli każdy, w każdym czasie, z każdego miejsca powinien mieć do nich dostęp. Po prostu 25 lat temu wymyślono, że pierwszym miejscem udostępniania i zapoznawania się z informacją powinien być internet.

Ważna jest też prostota. Wniosek o informację publiczną nie jest sformalizowany, można zapytać zwykłym mailem. Nie trzeba się podpisywać, można pytać anonimowo i ustawa przewidziała również konkretny, krótki termin odpowiedzi bez zbędnej zwłoki do dni 14 dni.

Procedury zostały tak zaprojektowane, że w przypadku odmów, utrudniania nawet wyroki sądów powinny zapadać szybko, bo w ciągu miesiąca. Osoby tworzące ustawę w wielu kwestiach wyprzedziły epokę. Taka ustawa, stojąca po stronie tych, którzy chcą wiedzieć, dziś by nie powstała. 

Przez te 25 lat z ustawy korzystali dziennikarze, organizacje społeczne, politycy, naukowcy, lokalni aktywiści i pewnie setki tysięcy zwykłych ludzi. Wielu z nich chciało po prostu wiedzieć, dlaczego zapadła taka, a nie inna decyzja. Inni potrzebowali danych, żeby podjąć własną. Zapominamy często o tym, że prawo do informacji to też prawo do wiedzy, abyśmy mogli zdecydować o wyborach politycznych, o wyborach w życiu prywatnym (np. wiedza o inwestycjach), ale też po prostu korzystać w codziennym życiu poprzez dostępność danych meteorologicznych czy też informacji o rozkładach jazdy.

Instytucje publiczne gromadzą ogromne ilości informacji, w najróżniejszych celach. Stąd i pytania są najróżniejsze: o wydatki, umowy, nagrody, ekspertyzy, konkursy, decyzje, protokoły z posiedzeń, o to, jak gospodaruje się publicznymi pieniędzmi i kto z kim się spotkał.

Bilans tych 25 lat jest dla mnie pozytywny. Ustawa stworzyła w Polsce trwałe przekonanie, że możemy pytać. Że pieniądze publiczne, dokumenty i działania władz podlegają społecznej kontroli.

Oczywiście ustawę można poprawiać. Trzeba rozmawiać o szybszym rozpoznawaniu spraw przez sądy, skuteczności wykonywania wyroków, publikowaniu większej liczby informacji bez konieczności składania wniosków oraz o tym, jak prawo do informacji powinno funkcjonować w państwie coraz bardziej cyfrowym.

Po 25 latach nie potrzebujemy ustawy, która lepiej chroniłaby administrację przed pytaniami obywateli. Potrzebujemy państwa, które lepiej rozumie, że odpowiadanie na te pytania jest zwyczajnym elementem demokracji. Prawo do informacji jest jednym z warunków świadomego uczestnictwa w życiu publicznym. Bez wiedzy nie można kontrolować władzy, oceniać jej decyzji ani sensownie uczestniczyć w debacie.

Dlatego po ćwierćwieczu warto powiedzieć to jasno ustawa się udała. Teraz najważniejsze jest, żebyśmy jej nie zepsuli.

Małe kwoty. Duża zmiana.

 

Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze działania darowizną.

Komentarze

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *