Wspólnie z Instytutem Finansów Publicznych zaapelowaliśmy do premiera Donalda Tuska o to, by Centralny Rejestr Umów był nie tylko stroną do ręcznego przeglądania, ale realnym narzędziem kontroli obywatelskiej. Domagamy się publicznego API, otwartych formatów danych i pełnej historii zmian. Bez tego w rejestrze pojawią się dane, których nie da się przetwarzać.
Podczas konferencji prasowej 17 czerwca premier mówił o jawności kontraktów lekarskich i przejrzystości w ochronie zdrowia. To ważny wątek, ale CRU sięga znacznie dalej. Rejestr obejmie umowy wszystkich instytucji publicznych — od ministerstw po gminne szkoły — i właśnie dlatego o jego kształcie technicznym decyduje się teraz, na kilkanaście dni przed startem.
Czym jest Centralny Rejestr Umów
Centralny Rejestr Umów Jednostek Sektora Finansów Publicznych (CRU) to ogólnodostępna baza, w której instytucje publiczne mają publikować informacje o zawieranych umowach. Będzie dostępny dla każdego, bez składania wniosku o dostęp do informacji publicznej. Obowiązek obejmie ministerstwa, urzędy, samorządy, szkoły czy szpitale. Poza nim pozostają spółki Skarbu Państwa i spółki komunalne, mimo że dysponują dużymi środkami.
System wystartował technicznie 1 kwietnia 2026 r., a obowiązek publikacji umów rusza 1 lipca — jednocześnie dla wszystkich podmiotów, bez etapowania. Co istotne, rejestr działa bez progu kwotowego. Pierwotnie rozważano ujawnianie umów od progu kwotowego – wśród propozycji było 10 000 zł czy 500 zł. Ostatecznie próg zniknął całkowicie, co oznacza pełną jawność. Miało to znaczenie praktyczne: w samorządach ponad 70 proc. umów ma wartość poniżej 10 000 zł, więc wysoki próg wyłączyłby większość wydatków spod kontroli społecznej.
O ten kształt ustawy zabiegaliśmy razem z Instytutem Finansów Publicznych i koalicją 48 organizacji w ramach kampanii #TAKdlaCRU. Petycję w tej sprawie podpisało ponad 1250 osób. Ustawę bez progu Prezydent podpisał 19 grudnia 2025 r.
Dla każdej umowy rejestr pokaże między innymi numer, datę zawarcia, okres obowiązywania, strony, przedmiot, wartość, informację o środkach z budżetu UE oraz status i dzień zakończenia umowy. To zakres, który pozwala odpowiedzieć na proste pytanie: kto, z kim i za ile.
Dlaczego sam rejestr to za mało
Architektura systemu jest już gotowa. O jego realnej użyteczności zdecyduje jednak nie sama publikacja danych na stronie rządowej, lecz to, czy da się je automatycznie pobierać i przetwarzać. Rejestr, który pozwala wyłącznie ręcznie wyszukiwać pojedyncze umowy, nie umożliwi porównań między instytucjami ani analizy wydatków w czasie. Dlatego w apelu do premiera zwracamy uwagę na trzy rzeczy.
Po pierwsze, publiczne API. Otwarcie punktu dostępowego jest technicznie wykonalne w ramach istniejącej architektury. Pozwoli obywatelom, mediom i organizacjom strażniczym pobierać dane hurtowo, a nie rekord po rekordzie.
Po drugie, otwarte dane i interoperacyjność. Kontrakty państwowe to dane o wysokiej wartości. Powinny być udostępniane w otwartych formatach maszynowych — CSV, JSON, XML — i zintegrowane z portalem dane.gov.pl, zgodnie z rządowym Programem otwierania danych. Dzięki istniejącym identyfikatorom NIP i REGON da się wtedy łączyć warstwę umów z danymi budżetowymi i z systemami takimi jak e-Zamówienia, TREZOR, KRS czy CEIDG.
Po trzecie, historia wersji. Umowy publiczne mają charakter dowodowy. Bez publicznego logu zmian nie sposób ustalić, kto, kiedy i dlaczego zmienił wartość lub treść kontraktu. Pełna historia modyfikacji zabezpiecza rejestr przed cichym nadpisywaniem danych.
System jest gotowy. Teraz chodzi o to, by otworzyć go na obywateli w sposób, który pozwala dane nie tylko przeglądać, ale i rozumieć, analizować oraz wykorzystywać do kontroli finansów publicznych.



Komentarze