W pracy watchdoga potrzebna jest systematyczność

Grzegorz Krakowiak

Wywiad z Grzegorzem Krakowiakiem, uczestnikiem tegorocznej edycji Szkoły Inicjatyw Strażniczych*. Grzegorz zamieszkał w podszczecińskiej gminie Dobra 16 lat temu i już rok później zderzył się z przeciwnościami losu w postaci powodzi zalewającej jego wiejskie osiedle. Od tamtej pory coraz baczniej przygląda się poczynaniom władz gminy zwłaszcza w obszarze dróg, ich oświetlenia, kanalizacji, a także oświaty. Jest informatykiem, co bardzo ułatwia mu prowadzenie działającego od 4 lat portalu internetowego www.mierzyn.pl, będącego obecnie niezależnym dziennikiem lokalnym.

Martyna Bójko: Jak trafiłeś do Szkoły Inicjatyw Strażniczych?

Grzegorz Krakowiak: Pewnego dnia zauważyłem na stronie mojej gminy, że zapraszacie do udziału w Szkole Inicjatyw Strażniczych i pomyślałem sobie, że to może być ciekawa przygoda, coś, co jest mi bliskie, może moją działalność trochę ukierunkuje i nada jej większy sens. Bo od lat zajmuję się patrzeniem władzom mojej gminy na ręce.

To ciekawe, że na stronie gminy, którą kontrolujesz na co dzień, przeczytałeś to ogłoszenie.

Żartowałem, że władze gminy nawet nie wiedzą, co robią, publikując tę informację. Ale oczywiście cieszę się, że to zrobili,  bo nie mieli takiego obowiązku.

Mówiłeś, że prowadzisz działania strażnicze – możesz powiedzieć, na czym one polegają?

Systematycznie sprawdzam, co się ukazuje na stronie gminy, w Biuletynie Informacji Publicznej, w Portalu Zamówień Publicznych. Jeśli uznam, że jakaś informacja jest przydatna dla mieszkańców, publikuję ją na swojej stronie. A jeśli jakieś informacje budzą moje wątpliwości, to poświęcam im więcej czasu – analizuję, szukam podobnych informacji, by porównać. A w sytuacjach naprawdę wątpliwych staram się dowiadywać w urzędzie gminy, czego ta sprawa dotyczy, dlaczego wygląda tak, a nie inaczej. Kiedy pojawia się temat, który jest dla mieszkańców ważny i jednocześnie pojawiają się wokół niego jakieś kontrowersje, staram się go opisać i jak najbardziej obiektywnie przedstawić.

Wiem, że publikujesz te informacje na portalu Mierzyn.pl. Jakie były jego początki?

Portal stworzyłem w grudniu 2018 roku z myślą o tym, by prezentować informacje o wydarzeniach w mojej miejscowości, dlatego nazywa się jak nasza wieś – Mierzyn. Zacząłem od publikowania odczytów z mojej stacji pogodowej, potem doszła stacja smogu i kalendarz wydarzeń w mojej miejscowości. Potem okazało się, że publikowanie krótkich informacji kalendarzowych o samych wydarzeniach, to już jest za mało – zaczęli się do mnie zgłaszać mieszkańcy z prośbą o publikowanie wiadomości o szerszym zakresie.

Potem okazało się, że to, co robię dla mojej miejscowości niewielkim nakładem pracy, można rozszerzyć tak, by służyć ludziom w całej gminie i tak portal nieco się rozbudował.

Od razu zarejestrowałeś tytuł prasowy?

Nie, zrobiłem to rok od założeniu portalu. Pojawiły się publikacje, moja działalność strażnicza się rozwinęła i okazało się, że z punktu widzenia dziennikarskiego łatwiej będzie dzięki temu pewne informacje zdobyć i opisać.

Czy prowadzeniem portalu zajmujesz się zawodowo?

Pracuję w branży informatycznej i portal prowadzę po godzinach pracy. Można powiedzieć, że choć portal jest na liście priorytetów na samym końcu, to poświęcam mu bardzo dużo czasu, staram się, by publikowane informacje były jak najbardziej rzetelne. Mierzyn.pl nie przynosi w tym momencie zysku, wymaga dużo czasu i dużo pracy, ale daje dużo satysfakcji.

Wiedząc, że mogę poświęcić portalowi jedynie swój czas wolny, podchodzę ostrożnie do wszelkich nowości, które na nim wdrażam. Jeśli chcę coś nowego uruchomić, zawsze zastanawiam się, czy dam radę, czy będę w stanie to kontynuować, czy starczy mi czasu na zasilanie potem informacjami tego rozwiązania. Pomaga mi to, że jestem informatykiem – mogę częściowo zautomatyzować pracę, co pozwala oszczędzić czas.

Nie mam natomiast czasu, by portal był typowo dziennikarskim medium – nie ma u mnie klasycznych, najświeższych newsów czy komentarzy do bieżących wydarzeń. Moja praca jest bardziej redaktorska niż dziennikarska.

Widzę jednak, że jeśli na przykład chodzi o informacje ze stacji pogodowej i smogowej, są publikowane na bieżąco.

Tak, mam na dachu stację pogodową, a przy ścianie domu – czujnik smogu, one przesyłają dane do serwerów, a ja napisałem prosty program, który te dane z serwera odbiera i konwertuje na taką postać, by można było ją publikować na stronie.  Dzieje się to automatycznie i na bieżąco.

Na stronie jest zakładka – piórem samorządowca – zaprosiłeś do współpracy radnych?

Tak, chciałem dać szansę wszystkim samorządowcom, niezależnie od opcji, jaką reprezentują, żeby mogli swoje teksty publikować na stronie. Uważałem, że FB nie jest dobry medium do publikacji pewnych ważnych informacji, ponieważ one tam giną, są trudno dostępne. Na stronie www z tą dostępnością jest lepiej. To jest oczywiście trudniejsze, bo tę informację trzeba opracować, opisać, włożyć w nią więcej wysiłku niż w post na FB.

Wysłałem zaproszenie do wszystkich radnych w mojej gminie do publikowania treści w tej części portalu. Zapowiedziałem, że ich teksty będą publikowane jako cytaty, bez żadnych poprawek redakcyjnych, niestety na początku nikt na to zaproszenie nie odpowiedział.

Nie zraziłem się, moja propozycja pozostaje otwarta, uważam, że radni powinni wykorzystywać tego typu medium do kontaktu z mieszkańcami. Dotychczas przesłano 3 wypowiedzi – ostatnią półtora roku temu.

Rozumiem, że nie utrzymujesz się z prowadzenia portalu, nie musisz zatem zabiegać o reklamodawców, co pozwala utrzymać niezależność.

To jest bardzo duży plus – to że jestem niezależny, czym się szczycę i co podkreślam. Niestety wiele osób, głównie moich oponentów, opacznie rozumie tę niezależność – gdy piszę krytycznie o lokalnej władzy, zarzucają mi, że jestem zależny od radnych opozycyjnych, co jest oczywiście nieprawdą. Niezależność polega na tym, że żadna ze stron, żadna instytucja czy firma nie ma wpływu na to, co chcę napisać. Jeśli uznam, że jakiś temat jest wart poruszenia, to po prostu o nim piszę, bez oglądania się na kogokolwiek. Jest to oczywiście spory wysiłek, ale też pewne koszty – trzeba samemu, bez dofinansowania, opłacić domenę, hosting, oprogramowanie – tego wszystkiego użytkownicy nie widzą. Ale warto wkładać w to tyle wysiłku, by móc powiedzieć, że jestem niezależny.

A czy możesz powiedzieć więcej o tym aspekcie strażniczym twojej działalności? Mówiłeś, że zacząłeś od przekazywania innym mieszkańcom informacji ze stacji pogodowej. Ale z tego co mówisz, w pewnym momencie obudziła się w tobie ta żyłka strażnicza. Co takiego się wydarzyło, że uznałeś, że jednak warto popatrzeć trochę głębiej, poskrobać.

Ta żyłka odezwała się już kilkanaście lat wcześniej, bo tyle lat ma historia mojej korespondencji z władzami gminy. To było w roku 2007. Od tego czasu prowadziłem działania strażnicze, ale o nich nie pisałem. W 2007 roku mnie i moich sąsiadów dotknęła powódź. I zaczęliśmy drążyć, dlaczego tak się stało. Dlaczego małe osiedle w małej miejscowości, nieleżące przy żadnym zbiorniku wodnym, stało przez trzy dni w wodzie. Zaczęliśmy zgłębiać sprawę kanalizacji deszczowej, tego, jak się miejscowość rozwija i zaludnia, jak wygląda sprawa mediów (głównie kanalizacji). Wtedy też zaczęły się działania może bardziej badawcze niż strażnicze. Rozpoznawałem temat i jak się mówi – im dalej w las, tym więcej drzew. Im więcej informacji uzyskiwałem, tym więcej rodziły się wątpliwości, czy wszystko jest w porządku, czy można zrobić coś inaczej, lepiej. I tak się zaczęło moje monitorowanie tego, co się dzieje w gminie.

Portal to jest zwieńczenie tych działań, dzięki niemu mogłem zacząć realizować jedną z zasad strażniczych – nagłaśniać to, co udaje mi się ustalić lub co dla mieszkańców jest ważne.

A czy możesz opowiedzieć o jakiejś zmianie, do której doprowadziły twoje działania strażnicze?

Była to sprawa związana z lampami solarnymi. Gmina ogłosiła przetarg i listę ulic, które będą oświetlone jako gminne. Na początku mówiono o 66 lampach, potem w przetargu pojawiło się ich 69. Zapaliła mi się wtedy lampka ostrzegawcza i zacząłem drążyć temat. Dotarły do mnie sygnały, że nie wszystkie ulice objęte tym przetargiem są ulicami gminnymi. Dowiedziałem się, że połowa lamp, które miały być zainstalowane w ramach tej inwestycji, stanie na ulicach prywatnych i nagłośniłem tę sprawę. Urząd gminy ostatecznie zmienił zakres przetargu i zostały w nim tylko ulice gminne. Tu widać ewidentny związek między moimi publikacjami a korektą rozmiaru inwestycji. Częściej jednak jest tak, że gdy drążę pewne tematy – to niespodziewanie coś zaczyna się po stronie urzędu zmieniać, ale zwykle władze gminy tłumaczą to zmianą koncepcji, a nie uwzględnieniem moich uwag.

Widząc, że coś zmienia się we właściwym kierunku – czuję satysfakcję.

Bardzo mi imponuje twoja duża systematyczność. Często działania strażnicze cechuje akcyjność – coś się zadziało, to reagujemy. Ty masz inną strategię – działasz systemowo, czytasz informacje, które gmina publikuje, sprawdzając, czy nie trzeba się jakiemuś zagadnieniu bliżej przyjrzeć.

Tak, ilekroć inicjuję jakieś działanie – czy to strażnicze czy informacyjne, zawsze zastanawiam się, czy będę w stanie robić to systematycznie. Jeśli nie, to się go nie podejmuję. Uważam, że jeżeli daje się ludziom coś, co im służy, to nie można tego zarzucić i powiedzieć – sorry, nie dam rady. W systematycznej pracy pomagają mi nie tylko moje umiejętności informatyczne, ale też proceduralność, którą sobie wypracowałem. Mam utarte schematy monitorowania pewnych obszarów działalności gminy.

Staram się też śledzić to, co piszą mieszkańcy na forach społecznościowych. Kiedy widzę, że jest jakiś problem, który dotyczy większej grupy, staram mu się przyjrzeć, wyjaśnić z władzami gminy, pozyskać informacje i go opisać.

Twoje działania zostały też docenione, bo udało Ci się pozyskać finansowanie na Twój projekt z Funduszu Watchdogów. Możesz powiedzieć, co planujesz w ramach jego realizacji?

W projekcie chodzi o to, by umożliwić każdemu zainteresowanemu prosty dostęp do rejestru umów, które zawiera gmina z różnymi podmiotami. Chcę stworzyć wyszukiwarkę, która pozwoli sprawdzić, jakiego typu to były umowy, czego dotyczyły, kiedy zostały podpisane i na jaką kwotę opiewały.

Moja gmina publikuje rejestr umów, co mnie bardzo cieszy. Są to jednak pliki pdf i ich przeszukiwanie nie jest łatwe. Dlatego postanowiłem przekonwertować zawartość tych plików, mówiąc w dużym skrócie, umieścić w bazie danych i na stronie internetowej udostępnić wyszukiwarkę z prezentacją wyników, żeby każdy według określonych kryteriów mógł sobie takie umowy przejrzeć.

A jak odbierana jest twoja działalność przez mieszkańców gminy, jesteś rozpoznawalny?

Ja niekoniecznie, ale sam portal na pewno, widzę to choćby po liczbie wejść na stronę czy polubień mojego portalowego profilu na FB. Coraz częściej zgłaszają się do mnie nie tylko mieszkańcy, ale też różne organizacje, by pewne ich działania wypromować, publikując informację na ich temat. Traktują mnie jako coraz bardziej znaczące medium w okolicy.

A jak reaguje ta druga strona – władze gminy, urzędnicy? Czy jest między wami jakiś obszar współpracy? Czy może ze względu na działalność strażniczą traktują cię z dystansem?

Nie odczułem, żebym był otwarcie traktowany wrogo, natomiast moja dociekliwość i drążenie szczegółów zapewne daje się czasami urzędnikom we znaki. Jednak zwykle informacje, o które proszę, uzyskuję bez większych problemów, czasem szybciej niż te przepisowe dwa tygodnie. Często są to informacje bardzo wyczerpujące i jestem zadowolony, że tak to się odbywa.

Zdaję sobie sprawę, że publikowanie tekstów krytycznych nie jest mile widziane, bo nikt nie lubi krytyki. Uważam, że w naszej gminie nie wszystko jest „super”, ale też nie jest totalnie źle, jak to niektórzy próbowali przedstawiać. W związku z tym, że inne media piszące o naszej gminie praktycznie zawsze piszą tylko o pozytywach, uznałem, że niezależny portal, taki jak mój, będzie dobrym miejscem, by pokazywać dwie strony medalu – czyli także problemy dotykające mieszkańców.

A czy gmina wydaje swoje czasopismo?

Nie, kiedyś ukazywał się nawet papierowy periodyk, teraz gmina skupia się na internetowych publikacjach, głównie na FB, ale też wypuszcza materiały w telewizji internetowej.

A czy dostęp do informacji publicznej jest narzędziem, z którego często korzystasz? A jeśli tak, czy ono się sprawdza, czy może masz problem z pozyskaniem informacji?

Średnio raz na dwa tygodnie dopytuję o coś urząd gminy. Nie pytam oczywiście tylko po ty, by pytać. Interesują mnie konkretne zagadnienia. Urząd odpowiada sprawnie i zazwyczaj wyczerpująco, chociaż czasem zdarza się, że odpowiedź jest wymijająca i wtedy konsekwentnie dopytuję o wyjaśnienie meritum problemu.

A czy pamiętasz, czego dotyczył Twój ostatni wniosek o informację publiczną?

Nie pamiętam, ale mam to wszystko zapisane. Z takich rzeczy strażniczych ostatnio pytałem o kalendarz pracy i spotkań wójta. Pytałem również o nabór do przedszkoli, bo wg rodziców było mniej miejsc niż dzieci, co budziło duże emocje mieszkańców. Dlatego poprosiłem o informacje, ile było miejsc, ile osób się zgłosiło, ile dzieci nie przyjęto.

Mówiłeś, że działasz sam. Czy rzeczywiście jesteś takim samotnym strzelcem, samotnym watchdogiem? Czy są może osoby, które zainspirowane Twoją działalnością też zaczęły patrzeć władzy na ręce?

Nikt ze mną nie współpracuje i byłoby to trudne, bo mam ograniczony czas, który mogę przeznaczyć na tę działalność, są to głównie wieczory. Trudno mi powiedzieć, czy ktoś również podejmuje działalność strażniczą w mojej gminie. Zapewne są takie osoby wśród tych, które na różnych forach wypowiadają się krytycznie na temat działam gminy.

Nie czujesz się czasem zmęczony, wypalony? Jak twoi bliscy reagują na to, że poświęcasz czas wolny na taki aktywizm?

Jeśli chodzi o wypalenie, to czasem zastanawiam się, dlaczego nie mogę zrobić, jak inni, wsiąść na rower i po prostu sobie gdzieś pojechać zamiast siedzieć i analizować, co w tym lub tamtym przetargu może być nie tak. Ale jednak ten portal i te działania strażnicze to takie moje kolejne „dziecko” i nie mogę ich tak po prostu zostawić. Jeśli chodzi o bliskich, to dzieci przywykły do mojej pracy strażniczej, a żona jest bardzo wyrozumiała. Wie, że staram się to robić dla innych tak dobrze i rzetelnie, jak potrafię i mam jej wsparcie.

Dziękuję za rozmowę!

*Szkoła Inicjatyw Strażniczych organizowana jest w ramach projektu “Szkoła Inicjatyw Strażniczych – 2 regiony”. Projekt finansowany przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię z Funduszy EOG w ramach Programu Aktywni Obywatele Fundusz Regionalny.

Pomóż jawności i naszej niezależności!

Komentarze

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.