To już koniec sprawy znikających ekspertyz Waszczykowskiego

zdjęcie: Karolina Siemion-Bielska

Naczelny Sąd Administracyjny oddalił naszą skargę kasacyjną, a warszawski sąd rejonowy nie uwzględnił zażalenia na postanowienie o umorzeniu śledztwa. Wiemy jedno – ekspertyz nigdy nie było w ministerstwie. Nie mamy za to jak sprawdzić, czy naprawdę otrzymał je Witold Waszczykowski „jako osoba fizyczna”. Czy pozostaje nam ufać politykom?

Porażka polskiej dyplomacji, czy sukces propagandy? (27:1)

Sprawa dotyczy wyborów przewodniczego Rady Unii Europejskiej w 2017 r., kiedy po raz drugi wystartował na to stanowisko Donald Tusk. Wszyscy członkowie rady – z wyjątkiem Polski – poparli ustępującego przewodniczącego. Głosowanie zakończyło się słynnym wynikiem 27:1.

Wydawać by się mogło, że taki wynik głosowania to porażka polskiej dyplomacji. Witold Waszczykowski jednakże nie stracił rezonu, i w programie telewizyjnym w TVN powiedział, że wybory przewodniczącego Rady Unii Europejskiej nastąpiły z naruszeniem prawa, co miały potwierdzać ekspertyzy prawne.

Byliśmy niezmiernie ciekawi, czy te ekspertyzy w ogóle istnieją, a jeśli tak, to co w nich jest – czy faktycznie dają ministrowi podstawę do wypowiedzi o naruszeniu prawa. Wystąpiliśmy do MSZ z wnioskiem o ich udostępnienie. Wtedy zaczął się problem.

Zainteresowanych tematem polecamy teksty, które ukazały się na naszej stronie:

Sprawa przed sądem administracyjnym

W telegraficznym skrócie: MSZ odpisało, że ekspertyzy zostały przekazane Witoldowi Waszczykowskiemu jako osobie fizycznej i nie mogą być udostępnione. Złożyliśmy skargę na bezczynność. W odpowiedzi na skargę MSZ przyznało, że tymi ekspertyzami nie dysponuje. WSA w Warszawie wydał korzystny dla nas wyrok, zobowiązujący MSZ do rozpatrzenia wniosku. Jednakże i MSZ, i Sieć Watchdog złożyły skargi kasacyjne od tego wyroku (my ze względów formalnych – baliśmy się, że błędy w sentencji wyroku uniemożliwią jego skuteczne wykonanie). Wówczas WSA w Warszawie, zamiast przekazać skargę kasacyjną do NSA, wydał ponownie wyrok (ma do tego prawo), w którym oddalił nasza skargę. Sąd stwierdził, że skoro organ zapewnia, że nie ma żądanych informacji, to nie można stwierdzić jego bezczynności. Sąd zasugerował zaś możliwość rozważania tej sytuacji pod kątem odpowiedzialności karnej. Od tego wyroku złożyliśmy skargę kasacyjną.

Oddalenie skargi kasacyjnej Sieci Watchdog

NSA w wyroku z 25 kwietnia 2019 r. (I OSK 3631/18) oddalił ją, podzielając stanowisko WSA w Warszawie. Sąd drugiej instancji uznał, że nie podważyliśmy skutecznie ustalonych okoliczności sprawy – że MSZ ekspertyz nie posiadało.

Sprawa karna? Prokuratura umorzyła, sąd utrzymał w mocy

Równocześnie zawiadomiliśmy prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa. Wskazaliśmy, że nasze obydwa wnioski o udostępnienie informacji publicznej nie zostały zrealizowane. Przedstawiliśmy też możliwe scenariusze. Pierwszy: minister wbrew twierdzeniom wciąż dysponuje ekspertyzami, tylko nie chce ich pokazać. Drugi: minister nigdy tych ekspertyz nie posiadał, zatem nieprawdziwa była odpowiedź na wniosek. Trzeci: minister wprawdzie dysponował tymi ekspertyzami, ale gdy zawnioskowaliśmy i później wszczęliśmy postępowanie sądowoadministracyjne, to wyzbył się tych ekspertyz.

Prokurator Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście wydała 20 marca 2019 r. postanowienie (PR 1 Ds.1132.2018.HS) o umorzeniu śledztwa wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego. Prokurator ustaliła, że osobami upoważnionymi do udzielenia informacji publicznej w Ministerstwie są dyrektor oraz zastępca dyrektora Biura Rzecznika Prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W uzasadnieniu postanowienia czytamy o zeznaniach Dyrektorki Biur Rzecznika Prasowego MSZ:

(…) po wpłynięciu wniosku o udostępnienie informacji publicznej ze strony Stowarzyszenia Sieć Obywatelska Watchdog Polska ustalono w komórkach Ministerstwa, że ekspertyzy, o które wnioskowało Stowarzyszenie nigdy nie wpłynęły do Ministerstwa, jako organu. Ponadto świadek dodała, że każdy dokument, który wpłynie do Ministerstwa podlega zarejestrowaniu i jest mu nadany numer. W wyniku poczynionych sprawdzeń ustalono, że przedmiotowy dokument nie został zarejestrowany w Ministerstwie, w związku z tym nie mógł być udostępniony na wniosek Stowarzyszenia (…).

 

W konkluzji postanowienia czytamy, że nie można żądać od organu udostępnienia dokumentu lub informacji w sytuacji, kiedy organ nimi nie dysponuje.

Sieć Watchdog złożyła zażalenie na to postanowienie. Wskazaliśmy m.in. błędy w ustaleniach faktycznych, polegające na zaniechaniu ustalenia, czy sam ówczesny piastun organu – Witold Waszczykowski – jako Minister Spraw Zagranicznych, był w posiadania ekspertyz dot. wyboru przewodniczącego Rady Europejskiej, w jakiej dacie objął je w posiadanie, kiedy oraz z jakich powodów wyzbył się ekspertyz. Zarzuciliśmy też błędne zastosowanie przepisu karnego z art. 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej, poprzez błędne ustalenie, że osobami odpowiedzialnymi za udostępnienie informacji publicznej byli tylko dyrektor i zastępca dyrektora Biura Rzecznika Prasowego MSZ, a już nie sam piastun organu. Poza tym wytknęliśmy, że nasze zawiadomienie dotyczyło nieprawidłowej reakcji na dwa wnioski (z 27 marca 2017 r. i z 11 kwietnia 2017 r.), natomiast postanowienie prokuratury skupiało się tylko na jednym z nich.

Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia na mocy postanowienia z 30 maja 2019 r. (II Kp 1215/19) nie uwzględnił naszego zażalenia i utrzymał w mocy zaskarżone postanowienie prokuratury. W postanowieniu czytamy, że wypełnienie znamion czynu zabronionego z art. 231 § 1 Kodeksu karnego może nastąpić tylko w sposób umyślny. Dalej, w dość lakonicznym uzasadnieniu rozstrzygnięcia, możemy przeczytać, że:

W przedmiotowej sprawie nie doszło do wyczerpania znamion czynu z art. 231 § 1 k.k. zarówno przez Witolda Waszczykowskiego, byłego Ministra Spraw Zagranicznych oraz zastępcy dyrektora Biura Rzecznika Prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Dalej zaś czytamy:

(…) zgodnie z zeznaniami świadka Katarzyny Sobeckiej – Dyrektora Biura Rzecznika Prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, iż wpływ ekspertyz, o udostępnienie których wnosił skarżący, nigdy nie został zarejestrowany w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, co więcej Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie było również zleceniobiorcą sporządzenia przedmiotowych ekspertyz. Uwzględniając powyższe oraz cały materiał dowodowy zgromadzony w sprawie, nie sposób uznać, że podmiot uprawniony do udostępnienia skarżącemu ekspertyz dotyczących wyboru Przewodniczącego Rady Europejskiej działał ze świadomością niewypełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień.

Uzasadnienie postanowienia rozczarowuje, bo sąd nie pochylił się nad postanowionymi przez nas zarzutami. Poprzestał w istocie na stwierdzeniu, że zarzucane czyny zabronione wymagają umyślnego działania, a umyślności sąd nie dopatrzył się w opisywanych działaniach.

Może przynajmniej poznamy autorów ekspertyz?

Wyjaśnijmy, że w Toku jest sprawa dotycząca wniosku z 11 kwietnia 2019 r., w którym o imiona i nazwiska autorów ekspertyz, o liczbę tychże dokumentów oraz datę i formę przekazania do Ministerstwa (Ministra). W wyroku WSA w Warszawie z 20 grudnia 2018 r. (II SAB/Wa 468/18), na mocy którego oddalono skargę Sieci Watchdog na bezczynność MSZ, można przeczytać, że:

(…) podkreślenia wymaga, iż Minister Spraw Zagranicznych konsekwentnie podnosi, że żądanej informacji (dotyczącej ekspertyz) nie posiada.

(…) Pomijając zatem kwestię (prywatnego lub publicznego) charakteru ww. ekspertyz, najistotniejsza jest informacja, że organ nimi nie dysponuje, bo zwrócił je ich autorom po wykorzystaniu. Ta właśnie sytuacja nie pozwala na zobowiązanie organu przez Sąd do udostępnienia ekspertyz, których Minister nie posiada.

W skardze kasacyjnej od tego wyroku wskazaliśmy, że sąd nie wyjaśnił w żaden sposób, jak rzekome niedysponowanie ekspertyzami przekłada się na niemożność udzielenia odpowiedzi na pytania postawione we wniosku przez Stowarzyszenie.

Czekamy na rozpatrzenie sprawy przez Naczelny Sąd Administracyjny.

Czy pozostaje nam ufać politykom?

Cała sprawa tzw. ekspertyz Waszczykowskiego pokazuje niestety naszą bezradność w sytuacji, gdy chcemy skonfrontować z faktami wypowiedzi polityków. Sądowi administracyjnemu niemal wszelkie instrumenty z rąk wytrąca twierdzenie o nieposiadaniu żądanych informacji (nie można przecież zobowiązać do udostępnienia nieistniejącej informacji). Sąd administracyjny lubi wówczas przypomnieć, że jeżeli kwestionujemy prawdziwość takich twierdzeń, to możemy je weryfikować na drodze postępowania karnego.

Jednakże opisywana sprawa po raz kolejny pokazała, że droga prawnokarna nie jest efektywną formą ochrony prawa do informacji. Żeby kogoś skazać za nielegalne nieudostępnienie informacji, musi zaistnieć umyślność, którą, oczywiście, trudno wykazać. Jak się jednak okazuje, jest to także wygodna okazja dla organów ścigania do tego, żeby na ustaleniu tego znamiona czynu zabronionego poprzestać.

Za sprawą zeznań Dyrektorki Biura Rzecznika Prasowego MSZ wiemy, że słynne ekspertyzy nie dotknęły nigdy biurka w Ministerstwie. Jednakże Witold Waszczykowski może wciąż się bronić, że otrzymał te ekspertyzy jako „osoba prywatna” (od razu nasuwa się skojarzenie z kopertą w sprawie „córki leśniczego”). Niestety nie mamy już możliwości zweryfikowania, czy tak faktycznie się stało.

Pomóż jawności i naszej niezależności!

Komentarze

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *