Kalendarze niezgody

Czy udostępnienie obywatelom informacji na temat służbowych spotkań najwyższych urzędników w Państwie jest niebezpieczne albo kłopotliwe? Takie wrażenie można odnieść po licznych odmowach udzielenia informacji publicznej przez ministerstwa.

 

Licencja: CC0 Public Domain
Licencja: CC0 Public Domain

W dniu 1 lipca 2014 roku Sieć Obywatelska-Watchdog Polska skierowała wnioski o informację publiczną do wszystkich 17 ministerstw, a także do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Prosiliśmy o udostępnienie kalendarzy ministrów lub przynajmniej samych informacji na temat odbytych spotkań, ich dat i uczestników.
Sprawą zainteresowaliśmy się, monitorując poczynania obywatela, który w 2013 roku wystąpił o ujawnienie tego samego rodzaju danych, inicjując całe przedsięwzięcie. Widząc jego starania i determinację, a także napotykane trudności, postanowiliśmy mu pomóc i zaczęliśmy reprezentować go przed sądami. Wysłaliśmy też wnioski do Biura Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych oraz polskiego komisarza w Unii Europejskiej – Janusza Lewandowskiego. Chcieliśmy się przekonać, jak inne urzędy ustosunkują się do prośby o udostępnienie kalendarzy. Oba urzędy bardzo szybko przekazały nam wtedy żądane informacje.
Niestety, w 2014 roku nie było już tak łatwo. Tylko od kilku instytucji otrzymaliśmy bowiem pozytywną odpowiedź na nasze lipcowe zapytania. Były to ministerstwa: środowiska, obrony narodowej oraz rolnictwa i rozwoju wsi. Pozostałe urzędy odmówiły udostępnienia nam informacji na temat służbowych spotkań swoich szefów.

Jakie powody podano?
Urzędnicy uznawali, że kalendarz ministra nie stanowi informacji publicznej w rozumieniu ustawy z dnia 6 września 2001 roku o dostępie do informacji publicznej. Twierdzili, że prezentuje jedynie „czynność techniczną”, jest narzędziem pomocniczym i ma charakter czysto „roboczy”. W taki sposób tłumaczyły się m.in. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, Ministerstwo Gospodarki oraz Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Podkreślano także, że rozkład planowanych spotkań ulega częstym zmianom, więc publikowanie czy udostępnianie takich informacji mogłoby wprowadzić obywateli w błąd na temat ewentualnych działań ministra. Często powtarzało się twierdzenie, że takie publikacje w żadnej mierze nie przesądzają o kierunku działań organu administracji, a tylko takie fakty stanowią informację publiczną.
W wielu wypadkach powoływano się na orzecznictwo Wojewódzkich Sądów Administracyjnych  i Naczelnego Sądu Administracyjnego, które w kilku wypadkach orzekały już, że kalendarz ministra nie stanowi informacji publicznej. W uzasadnieniu do wyroku WSA w Warszawie z dnia 3 lipca 2013 (II SAB/Wa 187/13), odnoszącego się do skargi na bezczynność Ministra Spraw Zagranicznych, Sąd stwierdził, iż w jego ocenie organ zasadnie przyjął, że żądane przez skarżącego informacje nie stanowią informacji publicznej, gdyż zaliczane są do tzw. „dokumentów wewnętrznych”, które mają charakter nieoficjalny (…). Jednak w polskiej ustawie o dostępie do informacji publicznej nie ma definicji, czym jest taki dokument. Artykuł 61. Konstytucji RP, stanowi natomiast właśnie o prawie obywatela do informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Przepis ten nie wymienia, co jest, a co nie informacją publiczną, ale według niego jakiekolwiek ograniczenia tego prawa mogą być wprowadzone jedynie w drodze ustawy oraz ze względu na ochronę praw obywateli, a także bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego Państwa. Nigdzie wprost nie znajdujemy zatem żadnej wykładni kłopotliwego pojęcia „dokumentu wewnętrznego”, będącego źródłem tych niekorzystnych dla jawności wyroków.

Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, po co właściwie nam, obywatelom, dostęp do kalendarzy ministrów? Czy rzeczywiście jest o co kruszyć kopie?
Naszym zdaniem tak. Po pierwsze, mamy do tego prawo, zagwarantowane już w ustawie zasadniczej. I przestrzeganie tego prawa ma takie samo znaczenie, jak kierowanie się innymi przepisami w pracy urzędnika państwowego. Po drugie, ministrowie to nasi reprezentanci. Ustrój demokracji przedstawicielskiej stanowi o tym, iż działają oni jedynie w naszym imieniu. Nikt nie wymaga od nich udostępnienia katalogu prywatnych spotkań; chcemy jedynie informacji na temat tego, w jaki sposób spełniają swoje funkcje publiczne w zakresie, w jakim uprawnia ich do tego urząd. Jest to niewątpliwie sposób na sprawowanie nad politykami kontroli społecznej. O to chodzi w demokracji: by obywatele byli aktywni, a władza liczyła się z ich zdaniem.

Dlaczego więc tyle ministerstw tak uparcie blokuje dostęp do swoich kalendarzy?
To trudne pytanie. Jedne urzędy przecież odpowiedziały, a inne nie. Z czego więc wynika ta niespójność? Wydaje się, iż polscy urzędnicy nie są jeszcze przyzwyczajeni do działania na zasadach pełnej jawności i jeżeli nie muszą czegoś ujawniać, to wolą tego nie robić. Podobnie, niestety, podchodzą ostatnio do tej sprawy Wojewódzki Sąd Administracyjny i Naczelny Sąd Administracyjny, które oceniają, iż kalendarze urzędnika państwowego nie stanowią informacji publicznej. Dla wielu walczących o prawo do jawności w życiu publicznym jest to niezrozumiałe i zwracają oni uwagę na wyrok NSA – chyba obecnie już zapomniany, który wskazywał: (…) ogólną zasadą wynikającą z art. 61 Konstytucji RP, jest dostęp do informacji. Wszelkie wyjątki od tej zasady winny być formułowane w sposób wyraźny, a wątpliwości winny przemawiać na rzecz dostępu (…) (wyrok z 2 lipca 2003r.; II SA 837/03).
Czy ministerstwa odmawiają udostępnienia informacji tylko ze względu na to, iż sądzą, że nie są zobowiązane by to robić, z uwagi na ostatnie orzeczenia sądów? Czy może mają inne ku temu powody? Pytanie to może mieć znaczenie w obliczu ostatnio zaistniałej tzw. „afery podsłuchowej”, którą nagłaśniał jeden z tygodników opinii. Oczywiście podsłuchiwanie kogokolwiek nie ma nic wspólnego z dostępem do informacji publicznej. Gdyby jednak informacje na temat spotkań urzędników państwowych były całkowicie jawne, być może do niektórych z tych szeroko komentowanych przez media zdarzeń  w ogóle by nie doszło. Ministrowie musieliby niewątpliwie zwracać wtedy większą uwagę na to, z kim i w jakim celu się spotykają.

Co dalej?
We wszystkich sprawach, w których Sieć Obywatelska wnioskowała o udostępnienie kalendarza ministra, a otrzymała odpowiedź odmowną, 23 lipca 2014 roku wystosowaliśmy do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie skargi na bezczynność. Ostateczne rozstrzygnięcia są zatem ciągle przed nami. Wspieramy też dalej działania obywatela, który zapoczątkował całą akcję. Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kasacyjną w jego sprawie (wyrok z dnia 13 czerwca 2014r.; I OSK 2914/13). Złożymy skargę do Trybunału Konstytucyjnego i do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Nie mamy wątpliwości, że żądane przez nas informacje powinny być jawne i powszechnie dostępne. Nie zmienia to faktu, że to nie sądy powinny o tym przesądzać a praktyka. Wiedza o tym, co robią politycy to po prostu standard współczesnej demokracji – mówi Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej. Nie ustajemy zatem w działaniach i mamy nadzieję, że w końcu niezrozumiała dla nas linia orzecznicza, dotycząca tzw. „dokumentu wewnętrznego”, się zmieni. Jawność może mieć tylko pozytywne konsekwencje, przede wszystkim dla demokracji w Polsce.

Link do kalendarza Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi: http://www.minrol.gov.pl/pol/Ministerstwo/Biuro-Prasowe/Kalendarium/ 

Poniżej udostępniamy przesłane kalendarze:

Pomóż jawności i naszej niezależności!

Komentarze

  1. Seweryn

    jak temat dostępu do kalendarzy wygląda ponad rok później?
    może sam kalendarz mniej mnie interesuje, natomiast chciałbym wiedzieć z kim spotykają się dyrektorzy w moim ratuszu.

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *