„Dostałam bana na FB miasta” – czy urzędy blokują niewygodnych użytkowników w mediach społecznościowych?

Otwarty laptop.

Prezydent C (…) zablokował mnie (…) Jeszcze napisał mi na messengerze: spadaj. – czytamy w komentarzu pod postem, w którym pytamy o media społecznościowe prowadzone przez samorządy. To jeden z wielu głosów mówiących, że za nieprzychylne komentarze wobec władz można zostać zablokowanym na gminnym fanpage’u. Postanowiliśmy sprawdzić, jak jest w rzeczywistości.

Zapraszamy do zapoznania się z raportem z naszego monitoringu, a poniżej zamieszczamy jego skrót.

Monitoring

Do naszego monitoringu wybraliśmy 4 województwa – dolnośląskie, kujawsko-pomorskie, lubelskie i lubuskie. Do wszystkich gmin na terenie tych województw wysłaliśmy wnioski o informację publiczną. Łącznie było ich 606. Odpowiedzi otrzymaliśmy od 63%, czyli z 381. Badanie polegało na wysłaniu wniosku o informację, a analizę przesłanych przez gminy odpowiedzi prowadziło 98 osób w ramach systemu do analizy danych sprawdzamyjakjest.pl . Niektóre z nich wysłały dodatkowo nasz wniosek do interesujących je gmin i w ten sposób łącznie uzbierało się 399 odpowiedzi i na tym bazują podane przez nas dane liczbowe. 

Nasze badanie, będące pewnego rodzaju pilotażem ograniczonym do 4 województw, nie jest reprezentatywne, pozwoli jednak na wstępną diagnozę zjawiska, jakim jest obecność gmin w mediach społecznościowych i zmapowanie podstawowych problemów z nią związanych.

Pytania, które zadawaliśmy, dotyczyły Facebooka, najpopularniejszego medium społecznościowego, z którego korzysta 17 mln. osób w Polsce oraz Twittera, z którego korzysta ponad 4,5 mln. osób. Oba media społecznościowe nastawione są na przekazywanie informacji i dyskusję. Pytaliśmy urzędy gmin, czy takie media prowadzą, czy informują o tym na swojej stronie, kto w urzędzie takie media prowadzi, czy zostały wprowadzone oficjalne zasady rządzące blokowaniem użytkowników i kasowaniem komentarzy oraz ilu użytkowników jest zablokowanych przez gminy w obu mediach. 

Uzupełniająco dodaliśmy jeszcze pytanie o prowadzenie forum dla mieszkańców w mediach społecznościowych. Związane to było z sytuacją w jednej z gmin, której władze zdecydowały się na prowadzenie forum na Facebooku. Aby zostać przyjętym do grupy, trzeba było zostać zaakceptowanym przez administratora. To prosty sposób na wyeliminowanie niewygodnych użytkowników. Poza tym władze gminy w pewnym sensie wymuszały na mieszkańcach zainteresowanych lokalnymi tematami, obecność na komercyjnym portalu, ponieważ dyskusja o ważnych sprawach odbywała się właśnie tam. Oczywiście na Facebooku jest wiele grup, w których uczestnictwo wymaga rejestracji, ale w tym wypadku ważna była kwestia sygnowania takiego forum przez władze publiczne. Trzecim dostrzeganym przez nas problemem była kwestia odpowiedzialności moderatora forum, w tym wypadku władz gminy, za zachowania osób trzecich. Czy władze gminy powinny mediować pomiędzy użytkownikami, dbać o poprawność językową i dokonywać korekty stylistycznej wypowiedzi, jak głosił regulamin? A co w sytuacji, gdy użytkownicy zablokują siebie nawzajem? Jedna z mieszkanek została zablokowana przez innego użytkownika na forum, przez co nie widziała obraźliwych wpisów na swój temat publikowanych przez tę osobę. Moderator nie reagował, a o treści wpisów zablokowana osoba dowiadywała się od sąsiadów. Jak może poczuć się mieszkaniec lub mieszkanka małej społeczności, która/y jest stygmatyzowana/y w ten sposób? Podjęliśmy w tej sprawie interwencję. Do dnia publikacji niniejszego raportu nie otrzymaliśmy odpowiedzi od władz gminy.

Zapytaliśmy nie tylko o oficjalny profil gminy na FB, ale również fanpage urzędującego wójta, burmistrza czy prezydenta w mediach społecznościowych. Klienci naszego poradnictwa prawnego twierdzą bowiem, że dyskusje o sprawach gminy nie toczą się na fanpage’ach gmin, ale właśnie ich szefów. I to oni częściej blokują użytkowników i kasują komentarze. Potwierdziły to sygnały Internatów i Internautek po rozpoczęciu monitoringu. Niestety, jeśli facebookowy profil wójta czy burmistrza nie jest opłacany z pieniędzy gminnych, trudno wymusić jakąkolwiek zmianę. Nadzieję daje głośny wyrok Sądu Apelacyjnego w Stanach Zjednoczonych zarzucający Prezydentowi blokującemu użytkowników FB łamanie pierwszej poprawki do Konstytucji USA. Można szukać w nim argumentów dla polskich i europejskich sądów.

Treść naszego wniosku o informację dotyczącego gminnych mediów społecznościowych stanowi załącznik nr 1 do niniejszego raportu, lista gmin uwzględnionych w obliczeniach to załącznik nr 2, a lista gmin, które nie odpowiedziały – załącznik nr 3. Spośród gmin, które nie udzieliły odpowiedzi na wniosek, wybraliśmy kilkadziesiąt do skarżenia w sądzie. Są to urzędy, które prawie nigdy nie odpowiadają na nasze wnioski, choć mamy potwierdzenie, że do nich docierają, a nawet zostały odczytane. O ile bowiem jesteśmy w stanie zaakceptować braki w odpowiedziach na poziomie 10 do 15%, o tyle 37% wskazuje na celową bezczynność ogromnej liczby urzędów. Trzeba im uświadomić, jakie mają obowiązki wobec obywateli. Odpowiedź na ten wniosek nie wymagała nawet specjalnego wysiłku. Prawie 80% urzędów, które nie odpowiedziały, otrzymało wniosek bez większych problemów. 70% z nich otrzymało go nawet dwa razy, gdyż wysłaliśmy ponaglenie. Od co czwartego przyszło potwierdzenie otwarcia maila. Pomimo tego wnioski pozostały bez odpowiedz.

Wyniki badania 

Jak wynika z naszego badania, prowadzenie mediów społecznościowych – zwłaszcza fanpage’a na Facebooku, jest częstą praktyką w gminach. Takie medium ma 72% (288) badanych urzędów. Znacznie rzadziej gminy mają profil na Twitterze – zaledwie 7% (29) gmin. Część bądź deklaruje, że jest to profil połączony z FB, bądź jest zawieszony, 8 z 29 gmin prowadzących Twittera to większe miasta.  W ich wypadku grupa odbiorców jest znacząca – np. w przypadku Gdyni to 14,7 tys. obserwujących, a profil Wrocławia śledzi 77 tys. Natomiast niektóre mniejsze gminy prowadzą konta jedynie formalnie – ostatnie posty umieściły w czerwcu, maju, styczniu 2019 roku, a nawet w grudniu 2017 roku (dane z sierpnia 2019). Jedna z gmin nie umieściła ani jednego posta, a inną obserwuje tylko jedna osoba. Można zatem uznać, że Twitter – poza dużymi miastami i poza nielicznymi wyjątkami, raczej nie jest traktowany jako narzędzie komunikacji z kimkolwiek – czy to z mieszkańcami, czy też szerzej – ze światem.

Czy gminne FB mają regulaminy?

Przystępowaliśmy do badania, zakładając, że profile gmin w mediach społecznościowych stanowią wirtualne miejsce lokalnej debaty i są odpowiednikiem tej tradycyjnej, w świecie realnym. W związku z tym najważniejsze wydawało nam się zbadanie, czy światem tej wirtualnej dyskusji rządzą takie same zasady, jak w świecie realnym. Jeśli zatem w świecie realnym nieakceptowalne jest wyrwanie komuś mikrofonu, odwrócenie się tyłem lub wyrzucenie za drzwi za zadawanie pytań i przedstawianie własnego zdania, nieakceptowalne winno być odbieranie komuś głosu w świecie wirtualnym, skoro już gmina tworzy taką przestrzeń do dyskusji. Za minimum zasad prowadzenia takiej dyskusji uważaliśmy informowanie społeczności o prowadzonych mediach społecznościowych na stronie gminy i opisanie zasad rządzących dyskusją. Zbadana rzeczywistość znacząco zmieniła nasze postrzeganie sprawy. O ile bowiem informowanie przez gminy o fakcie prowadzenia mediów społecznościowych można nazwać standardem – prawie 80% gmin to robi (229 na 288), 97% nie wskazuje żadnych zasad prowadzenia dyskusji na fanpage’ach. W zasadzie tylko 8 gmin raportuje posiadanie jakichś własnych regulaminów. Ta niewielka liczba sprawiła, że postanowiliśmy dowiedzieć się, co stanowi ich treść. 

Analiza regulaminów pokazuje, że moderatorzy interweniują, gdy wpisy są dodawane z anonimowych kont; pojawiają się wulgaryzmy i treści powszechnie uznawane za obraźliwe; treści niezgodne z prawem, rasistowskie, dyskryminujące czy używana jest “mowa nienawiści”; publikowane są treści naruszające dobra osobiste osób trzecich, czy treści naruszające zasady współżycia społecznego. W Witnicy kasowane są także komentarze niezwiązane z dyskutowanym tematem. 

Wydaje się, że część regulaminów stanowi znaczące zagrożenie dla wolności słowa. Zwłaszcza, że nie podają one, kto podejmuje decyzje o blokadzie i jak się można od nich odwołać. Inną rzeczą jednak jest to, że w większości gmin z regulaminami, na FB gminy nie ma zablokowanych osób. Nie jest to jednak sytuacja wyjątkowa, gdyż blokowanie nie okazało się aż taką plagą, jakiej się spodziewaliśmy. Zdarza się jednak, że gminy blokują użytkowników i nie są to pojedyncze osoby. Na profilu Witnicy zablokowano 36 osób, co sytuuje tę gminę w czołówce blokujących, z kolei Olsztyn zablokował 18 profili.

Blokowanie użytkowników

Pomimo braku regulaminów blokowanie użytkowników ma jednak miejsce. Na 246 urzędów, które udzieliły nam dokładnej odpowiedzi na temat liczby zablokowanych użytkowników, aż 82% (203) nikogo nie zablokowało. 11% (26) zablokowało od 1 do 4 użytkowników. Pozostałe 7% to już większe liczby zablokowanych użytkowników, przy czym TOP 5 to: Bydgoszcz (105), Świdnik (53), miasto Inowrocław (50), wspomniana już Witnica (36) i Wrocław (34). W przypadku Świdnika podano wyjaśnienie, że prawie wszystkie zablokowane konta zarejestrowane są w Azji. Podobne uzupełnienie znalazło się w odpowiedzi Bydgoszczy, która wskazywała na fałszywe konta i strony. Z kolei Inowrocław, którego historię już opisaliśmy we wstępie, wskazuje, że konta zablokowali “poprzedni pracownicy urzędu”.  

Patrząc na zebrane dane, mamy wrażenie, że w kwestii zasad obowiązujących na fanpage’ach gminnych istnieje wiele wyzwań. Po pierwsze warto uporządkować postrzeganie wolności słowa przez samorządy i ich rozumienie własnej roli w moderowaniu debaty. Po drugie ważne jest ustalenie zasad i regulaminów na poziomie gmin, ponieważ zapewnia to ciągłość prowadzenia debaty i uniemożliwia unikanie odpowiedzialności urzędu. Poza tym wymusza wspólne zastanowienie się nad problemem, a użytkownikom daje narzędzia obrony. Po trzecie, w regulaminach, poza uważnie dobranymi zasadami, powinny znaleźć się przepisy dotyczące dokumentowania przypadków blokowania użytkowników wraz z powołaniem się na właściwy przepis i informacja, jak i gdzie można złożyć skargę w sprawie zablokowania. 

Gminne FB to tablice ogłoszeń

Gminne Facebooki bardzo często wcale nie są przestrzenią debaty. Wiele z nich to tablice ogłoszeń. Mieszkańcy chętnie udostępniają treści podawane przez urząd gminy, ale rzadko z nimi dyskutują. Zresztą – nawet jeśli pojawiają się ich uwagi – często brakuje odpowiedzi ze strony urzędów. Niestety, prawdopodobnie odzwierciedla to kulturę polityczną samych gmin. W wielu społecznościach brak debaty także w świecie rzeczywistym. Z drugiej strony być może dyskusja toczy się na różnych forach, na których łatwiej jest zachować anonimowość. W małych społecznościach to właśnie anonimowość może być warunkiem zabrania głosu.

Urzędnik prowadzi fanpage gminy

Same urzędy z różnym zaangażowaniem podchodzą do komunikacji w Internecie. W przypadku 30% (83) badanych fanpage’y, osoby, które je prowadzą, zajmują stanowiska administracyjne lub są informatykami. Stosunkowo rzadko gminy uznają, że komunikacja w mediach społecznościowych jest na tyle odpowiedzialnym zdaniem, że należy powierzyć je osobie na kierowniczym stanowisku – tak jest w przypadku 26% (75) gmin. Najczęściej jednak fanpage gminy n FB prowadzą osoby odpowiedzialne w urzędzie za komunikację.

W pojedynczych przypadkach stronę gminy na FB prowadzi zewnętrzna firma, osoba lub instytucja.

Wójt na Facebooku

Tematem, który urósł do poziomu bardzo ważnego w dyskusji internetowej, stały się oficjalne i nieoficjalne profile na Facebooku czy Twitterze wójtów, burmistrzów i prezydentów. Internauci narzekali, że to właśnie oni blokują użytkowników. My pytaliśmy o ich oficjalną obecność w mediach społecznościowych, takich jak Facebook, Twitter i Wykop. W 21% (82) gmin takie oficjalne profile istniały. Tylko 23% (19) z nich prowadziły osoby opłacane z budżetu gminy. Jedna gmina odpowiedziała, że profil wójta wprawdzie prowadzi pracownik, ale wolontarystycznie:

„Istnieje oficjalny profil Wójta Gminy Oleśnica na Facebooku i prowadzi go osoba opłacana z budżetu gminy. Jest to pracownik gminy Oleśnica, który prowadzi profil nieodpłatnie.”

Wydaje się, że w tej kwestii warto wyjaśnić bardziej dogłębnie, kto prowadzi takie media i jakie informacje się na nich pojawiają. Wymaga to jednak innych narzędzi niż wniosek o informację publiczną. Czy faktycznie to tam dyskutuje się na gminne tematy i czy blokowanie użytkowników na takich profilach byłoby argumentem dla polskich lub europejskich sądów? Czy osoba publiczna, taka jak wójt/burmistrz/prezydent ma tu pełną dowolność w decydowaniu, jakie głosy weźmie pod uwagę i pokaże innym użytkownikom Internetu? Czy istotne jest to, czy profil jest oficjalny? A co, jeśli jest z nazwy prywatny, ale polityk prowadzi tam bieżącą kampanię i jest to miejsce dyskusja o sprawach gminy? Wydaje się, że to właśnie będą ważne pytania, na które będzie trzeba znaleźć odpowiedzi, sprawdzić pojawiające się problemy i ewentualnie rzucić im wyzwanie.

Gminy nie prowadzą forów na Facebooku

Fora prowadzone przez gminy okazały się zupełnie marginalnym zjawiskiem. Wprawdzie 8 gmin w badanej grupie poinformowało o istnieniu forum w postaci grupy na Facebooku, ale po zbadaniu sprawy, ustaliliśmy, że tylko 3 stanowiły miejsce dyskusji o sprawach gminy.

Pozostałe przypadki to na przykład deklaracje, że grupa jest prowadzona, ale w rzeczywistości nic na to nie wskazuje. Np. W Kłodawie link do forum znajduje się na stronie internetowej, nie jest to jednak forum w formie grupy na FB, a zwykłe forum internetowe. W czterech pozostałych przypadkach są to grupy tematyczne, niezwiązane z debatą o gminie: Długołęka – Zwierzęta poszukiwane i znalezione!; Kunice – Kunickie gratowisko; Legnica – Zrywam z plastikiem; Gdynia – Gdynia w obiektywie.

Można się z tego cieszyć, gdyż ilość problemów, które nastręcza moderowanie forum – konflikt interesów, w jakim postawione zostają władze gminne, stając się moderatorem dyskusji lub mediatorem pomiędzy użytkownikami oraz ograniczenie miejsca dyskusji o gminie do zamkniętego portalu sprawia, że grupy moderowane przez urząd stanowią bardzo wątpliwą praktykę. 

Obraz całości

Tablice informacyjne i biuletyny promocyjne: Podsumowując wyniki naszego monitoringu, można stwierdzić, że w przeważającej większości badane urzędy traktują media społecznościowe jako sposób na informowanie mieszkańców niż na rozmowę. Wiele fanpage’y to tablice ogłoszeń, na których jest dużo udostępnień, czasem polubień, ale mało wypowiedzi. Inne z kolei, zwłaszcza w dużych miastach, a już szczególnie w miastach turystycznych – to miejsce promocji miasta. Stosunkowo mało zaobserwowaliśmy aktywnego podejmowania dyskusji przez władze gmin. Mieszkańcy krytykujący jakieś rozwiązania, zbyt często nie otrzymują żadnej odpowiedzi czy uzupełniającej informacji. A wyobrażamy sobie, że skoro fanpage jest prowadzony, a mieszkańcy narzekają na dziury w drogach, brud czy nadmiar pieniędzy przeznaczanych na klub sportowy, powinna pojawiać się jakaś reakcja, np. zainteresowanie się, gdzie te dziury się znajdują, jak można powiadamiać o takich spostrzeżeniach, jak można zaproponować zmianę priorytetów w inwestycjach, czy jak wyglądają procedury przyznawania środków na kluby sportowe. A wydaje się, że skoro na prowadzenie fanpage’y przeznaczane są pieniądze w urzędzie, to niech faktycznie będą one jednym ze sposobów komunikowania się z mieszkańcami.

Co z Biuletynami Informacji Publicznej? Przy tak konsekwentnym traktowaniu mediów społecznościowych w gminach jako sposobu informowania mieszkańców, kolejnym palącym tematem do sprawdzenia wydają się relacje między biuletynami informacji publicznej a mediami społecznościowymi i sprawdzenie, czy te ostatnie nie próbują zastępować oficjalnego publikatora.

Gdzie jest miejsce na społeczność? Skąd zatem wzięło się nasze wcześniejsze przekonanie, że na fanpage’ach gmin powinna mieć miejsce zażarta dyskusja? Głównie ze specyfiki środowiska, w którym działamy. Są to aktywni obywatele i obywatelki, którzy chcą coś zmienić. Ale są rozproszeni, a czasem – poprzez zablokowanie – odebrano im prawo głosu. Przy przyjrzeniu się sprawie z lotu ptaka, ten brak obywatelskiego głosu jest dojmujący. Tymczasem aktywność obywatelska jest podstawą demokracji, trzeba zatem o nią dbać nie tylko stwarzając warunki, ale też aktywnie do niej zachęcając. Jest to zadaniem samorządów, gdyż zgodnie z art. 7 ust. 1 pkt. 17 ustawy o samorządzie gminnym – pobudzanie aktywności mieszkańców jest jednym z zadań gminy. Skoro zatem fanpage’e w mediach społecznościowych są już tworzone, to być może powinny pojawić się także słowa zachęty do dyskusji i tematy, które mogą być przedmiotem debaty.

Zasady prowadzenia dyskusji. Jeśli chodzi o zasady dyskusji w mediach społecznościowych, to wydaje się, że refleksja nad nimi praktycznie nie istnieje w gminach. Albo urzędy blokują użytkowników bez powoływania się na jakiekolwiek zasady, albo, zapytane o to, odsyłają do regulaminu Facebooka, albo też tworzą – bardzo rzadko – zasady, które nadmiernie ingerują w wolność wypowiedzi. 

Dyskusja z wójtem, burmistrzem, prezydentem.  Miejscem dyskusji bywają natomiast oficjalne i – prawdopodobnie – nieoficjalne fanpage’e wójtów, burmistrzów, prezydentów. Być może dzieje się tak, ponieważ dyskusja widziana jest jako temat polityczny, a nie urzędowy; a być może mieszkańcy wiedzą, że podejmowanie decyzji należy do szefów urzędów i od razu rozpoczynają dyskusję z osobami decyzyjnymi. Jeśli jednak tak jest i wójtowie, burmistrzowie i prezydenci taką dyskusję o sprawach gminy podejmują, to czy nie byłoby dobrą praktyką ustalenie zasad dyskusji również na ich stronach? 

Rekomendacje na przyszłość

Po analizie sytuacji gminnych profili w mediach społecznościowych proponujemy następujące praktyki postępowania:

W gminach, które tworzą profile w mediach społecznościowych, warto wykorzystać ich specyfikę – szybkość przekazu i możliwość prowadzenia dyskusji. Władze gminy powinny zapowiadać, jakie mają plany czy zadawać pytania, co sądzą o nich mieszkańcy. Ponadto należałoby przygotować osoby zajmujące się obsługą fanpage’y do współpracy z innymi osobami w urzędzie, tak aby w razie dyskusji i pojawiających się problemów, w komunikacji mogły wziąć udział osoby posiadające właściwą wiedzę merytoryczną. Np. gdy mieszkańcy wyrażają oczekiwania budżetowe, by pojawiła się pełna informacja, jak mogą wpływać na tworzenie budżetu, np. poprzez wnioski do budżetu.

Jednocześnie z budowaniem społecznościowego charakteru fanpage’y, należałoby wprowadzić zasady dyskusji, które przewidywałyby jak najmniejszą ingerencję władz gminy w wolność wypowiedzi mieszkańców. W zasadach tych powinna pojawić się informacja o dokumentowaniu skasowanych komentarzy i powodach blokowania użytkowników, tak by mogli oni podjąć polemikę. Powinny one także zawierać informacje, do kogo można się zwrócić ze skargą na blokadę lub usunięty komentarz.

Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci powinni zdać sobie sprawę z tego, że ich fanpage’e także stanowią forum dyskusyjne o sprawach wspólnych dla mieszkańców (o ile tak jest) i przygotować informację dostępną na fanpage’u, dotyczącą tego, kto go prowadzi, czy w jego prowadzenie zaangażowane są środki gminne oraz jakie są zasady dyskusji. Jeśli prywatny profil wójta, burmistrza czy prezydenta pełni podobną rolę, jak oficjalny, zasady powinny dotyczyć także takiego profilu.

Rekomendujemy, by urzędy gmin nie zajmowały się prowadzeniem forów dyskusyjnych w mediach społecznościowych w formie grup. Choć zachęcamy do dyskusji o sprawach gminy, korzystanie z komercyjnej i zamkniętej platformy winno być ograniczone. I granica pojawia się na poziomie grupy w mediach społecznościowych. Nie pozwala ona bowiem śledzić informacji niezalogowanym użytkownikom, a ze względu na wygodę i szybkość użytkowania może doprowadzić do całkowitego zmonopolizowania debaty o gminie w Internecie. Pojawiają się też problemy związane z relacjami pomiędzy użytkownikami – mediatorem pomiędzy nimi miałyby być władze gminne. Jak zachowają się w sytuacji konfliktu pomiędzy swoimi zwolennikami i przeciwnikami?

Zwracamy uwagę, że podstawowym sposobem udostępniania informacji przez władze gminy jest Biuletyn Informacji Publicznej i w żadnym wypadku nie powinno być tak, że istotne informacje o sprawach gminy ukazują się w mediach społecznościowych, a nie są opublikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Praktyka porównywania tych dwóch źródeł powinna przyczynić się do odpowiedzi na często zadawane pytanie, co powinno być zamieszczane w BIP-ie. Zdajemy sobie sprawę ze znaczącej różnicy pomiędzy mediami społecznościowymi a Biuletynem Informacji Publicznej. Podzielamy jednak obawy, że media społecznościowe – miast być jednym z wielu kanałów informowania – mogą zacząć wypierać oficjalny publikator. W tej sprawie należy przeprowadzić bardziej dokładne badania.

Pomóż jawności i naszej niezależności!

Komentarze

  1. legalista

    Już lata temu merytorycznie i bardzo poprawnie, temat „karmienia” że środków publicznych medialnej działalności komercyjnej i legalności takiego działania, obszernie podejmował w swoich publikacjach Vagla (np. http://prawo.vagla.pl/node/10172)
    Przecie w necie,nic nie ginie, wystarczy doń sięgnąć.

    1. Redakcja

      W naszym raporcie powołujemy się na publikacje Vagli 🙂

    2. obserwator

      Polscy funkcjonariusze publiczni bardzo lubią komercyjne środki komunikacji.
      Szkoda że GW nie napisze jakie to są te ekskluzywne środki komunikacji.
      „Jak informowała „Gazeta Wyborcza”, grupa kilkunastu sędziów miała kontaktować się ze sobą za pośrednictwem internetowego komunikatora i omawiać tam działania dyskredytujące sędziów przeciwnym reformom wprowadzanym przez rząd PiS.”

Dodaj komentarz

Przed wysłaniem komentarza przeczytaj "Zasady dodawania i publikowania komentarzy".

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *