Prapoczątki

Poszukując starych materiałów trafiłam na teczkę zatytułowaną „Prapoczątki”. No tak, ten styl i obrazowy sposób wyrażana się brzmiał znajomo. Pismo też charakterystyczne –takie trochę techniczne, trochę pisane. Magda Chustecka, zwana Czapką – osoba, która była naszą pierwszą zatrudnioną pracownicą. W dwa dni przeprowadziliśmy kilkanaście rozmów rekrutacyjnych i wybraliśmy. Szczęście nam sprzyjało – Magda okazała się najwłaściwszą osobą do wprawiania wydarzeń w ruch, wierzyła w ludzi i rozumiała wagę działalności lokalnej. W sumie nie za bardzo był czas i kompetencje po naszej stronie, żeby ją porządnie wprowadzić, ale bardzo dobrze sobie z tym poradziła.

Mieliśmy wtedy (a był to początek 2005 roku) mocno zmotywowany i zaangażowany zespół wykonawczy, składający się z Marii Mazur – członkini Zarządu z Dębicy, Magdy Chusteckiej – Dyrektorki biura i Ryszarda Skrzypca – Dyrektora programowego i członka naszej organizacji. Działałam w tym zespole także ja – Katarzyna Batko-Tołuć, w owym czasie Prezeska zarządu. Ważnymi osobami byli także inni członkowie: Piotr Frączak – znany inspirator pozarządowy, wpadający na pomysły niemożliwe do zrealizowania, z których kilka zrealizowaliśmy oraz Krzysztof Wychowałek – podnoszący różne warte rozważenia kwestie i patrzący krytycznie na to jak powinna działać organizacja pozarządowa. Krzysiek wywodził się ze środowiska ekologicznego, które już w latach dziewięćdziesiątych przedyskutowało ważne kwestie –w tym etyczne. Nie raz wywołał ferment. I to było fajne.

Ważne, że byliśmy mieszanką osób posiadających doświadczenie w budowaniu organizacji i stawianiu ważnych pytań dla sektora (Krzysiek i Piotrek), koncepcję co trzeba zrobić (Rysiek, autor pracy doktorskiej o obywatelskim nieposłuszeństwie i człowiek zajmujący się kontrolą społeczną praktycznie i naukowo), ducha entuzjazmu i optymizmu (Magda), ducha członkowskiego, prawdziwie lokalnego (Maria). To Maria zdecydowała, że zatrudniamy Magdę i to ona była zawsze obecna kiedy trzeba było podejmować trudne decyzje.

Oczywiście nie było tak, że to my wymyślaliśmy co robić. Przez cały poprzedzający rok trwały dyskusje członkowskie o tym, jak działać by ludzie kontrolowali władze na poziomie lokalnym. Było nas – zajmujących się tym tematem – raptem kilkanaście osób. Oczywiście pewnie byli jacyś jeszcze ludzie, ale my ich nie znaliśmy. Internet nie był aż tak powszechny jak dziś i nie było miejsca, gdzie można by takie osoby znaleźć. Czyli w zasadzie należało stworzyć takie miejsce, doprowadzić by zainteresowane tematem osoby do niego trafiały, zrobić „coś”, co pokaże, jaki sens mają działania strażnicze. Zaplanowaliśmy sobie kierunki rozwoju, ale także budowanie instytucji. I nad tym właśnie pracowaliśmy od początku 2005 roku.

Kilka działań z tych „prapoczątków” wydaje mi się wartych przypomnienia. Jednym z pierwszych projektów, które „ustawiły” nasz sposób myślenia była inicjatywa Przejrzysta Gmina przygotowana przez Ryszarda Skrzypca i Piotra Frączaka. W sumie nie jest tak ważne co monitorowaliśmy, a bardziej istotne jest opracowanie metody. Postrzegamy to tak, że naszym obowiązkiem jako organizacji jest dostarczenie ludziom działającym lokalnie wiedzy na temat monitorowanego tematu, zestawu pytań i zagadnień do sprawdzenia oraz przygotowanie osób lub innych organizacji do działania. Lokalnie monitoring prowadzi ten, kto w danej gminie mieszka. Oczywiście wiele razy czuliśmy, że to trudne. Chcieliśmy już przestać, bo w każdej gminie jest inaczej, trudno opanować różnorodność, a ostatecznie do tego typu działań przekonuje się garstka osób. Sporo zaś przekonuje się, że pytać o to jak wydawane są pieniądze, oznacza poważnie zadrzeć z lokalną władzą. Sposoby polegające na monitoringu w innej gminie też nie mają wielkiego sensu. W końcu strażnik powinien działać na rzecz swojej społeczności. Jednak w dyskusji członkinie i członkowie podkreślali, że dla nich takie projekty okazały się kluczowe w działalności lokalnej i trzeba wciąż pracować nad tym, by robić je lepiej. I tak w kolejnych latach przygotowaliśmy Laboratorium Monitoringu Budżetu; monitoring konsultacji społecznych, funduszu korkowego i sportu.

Innym rozwojowym wydarzeniem było wszystko co działo się wokół Funduszu Inicjatyw Obywatelskich i przejrzystości organizacji pozarządowych. W dużej mierze działania w tej dziedzinie animował Krzysiek Wychowałek, który zawsze widzi nielogiczności systemów i sytuacje prowadzące do nieprawidłowości. Tak więc to nikt inny jak Krzysiek zwrócił uwagę, że w pierwszym konkursie FIO w 2005 roku organizacje zostały postawione pod ścianą – albo bierzecie połowę dotacji, o które wnioskowaliście, albo nic nie dostaniecie. Zorganizowaliśmy się wtedy w grupę organizacji, które odmówią dotacji, gdyż takie warunki są szkodliwe – w projektach będzie oszukiwanie, niedobory i w konsekwencji organizacje utwierdzą się w przekonaniu, że budżety projektów należy zawyżać „na wszelki wypadek”. Ministerstwo uznało argumenty i praktycznie wszystkie organizacje dostały pełne dotacje. Zresztą w kolejnych latach wciąż było jakieś zamieszanie z FIO. W 2007 roku wstrząsnęły sektorem dwa skandale – jeden związany z dotacjami dla organizacji, które nie otrzymały nawet minimalnej liczby punktów, a drugi z wydawaniem środków FIO na działania stanowiące w naszej ocenie kampanię wyborczą. W ujawnienie obu byliśmy zaangażowani i były one jednymi z pierwszych „poważnych” spraw jakie poprowadziliśmy jako organizacja na poziomie centralnym.

Krzysiek też mimowolnie zwrócił nam uwagę na swego rodzaju „terapeutyczną” rolę naszej sieci osób rozumiejących czym jest dostęp do informacji, kontrolowanie i rozliczanie władzy. Pewnego dnia napisał wzburzony na listę dyskusyjną, jak różne znajome organizacje naciskają na niego, żeby nie interesował się zasadami powołania jednego z urzędników. Racja Krzyśka była taka, że osoba ta ma powierzone ważne i kluczowe zadania, a właściwie żadnego umocowania do działania. Racja innych organizacji była taka, że lepiej nie negować rozwiązań przyjętych przez władze, trzeba brać co jest – bo może nie być nic. Możliwość przedstawienia swoich racji tym, którzy myślą podobnie okazała się jeszcze wielokrotnie jednym z naszych ważnych kapitałów.

No i w końcu to nikt inny, jak właśnie Krzysiek Wychowałek na początku 2008 roku, zadał niewinne pytanie na nieistniejącym już forum obywatelskim prowadzonym przez Piotra Frączaka: czy organizacje pozarządowe powinny mieć BIP? Wywołało to ciekawą dyskusję i postawiło przed nami zadanie skonfrontowania się z sektorem pozarządowym i powiedzenia – tak, organizacje powinny mieć BIP, za co dostaliśmy oczywiście po głowie jako „biurokraci bez serca”, ale co jeszcze bardziej umocniło naszą organizacyjną tożsamość i świadomość wartości którym hołdujemy.

Po latach najbardziej zadziwia, że choć dziś jesteśmy zupełnie inną organizacją niż wtedy gdy niczego instytucjonalnie nie mieliśmy, a nasza tożsamość dopiero powstawała, to nadal zgodzilibyśmy się z naszym sposobem myślenia z tamtych czasów. Różnica jest tylko taka, że na każdą z postawionych tez możemy teraz przytoczyć szereg dowodów, a pewność że idziemy we właściwym kierunku i umiejętość podejmowania wyzwań znacznie nam się podwyższyły. No i jest nas teraz znacznie, znacznie więcej. W teczce „Prapoczątki” znalazła się nasza broszura zwana czule „ulotką z pieskiem”. Nie mówi ona nic, pod czym byśmy się dziś nie podpisali.

ulotka_strona_2_a90z

***

Tekst powstał w związku z dziesięcioleciem Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, które obchodzimy od 28 września 2013 roku i wpisuje się w serię podsumowań na temat rozwoju naszej organizacji, ważnych wydarzeń, osób, czynników rozwojowych oraz typowych dylematów i trudności. Chcemy pokazać czytelnikom jak wspólnie tworzyliśmy organizację, trochę powspominać dla samych siebie i lepiej Wam się przedstawić. Ale liczymy też, że z naszego doświadczenia można czerpać i że niektóre i niektórzy z Was skorzystają z naszych doświadczeń. 

 

 

 

Pomóż jawności i naszej niezależności!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *