Mówimy co najmniej dwoma językami

Dialog administracji i organizacji pozarządowych, a także dialog wewnątrz sektora mają jeszcze przed sobą długą drogę do przebycia. Takie są moje konkluzje po spotkaniu 3 lutego 2009 roku – na które tłumnie przybyli zarówno przedstawiciele Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej oraz Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, jak też organizacji pozarządowych.

Tematem spotkania miało być poznanie planów administracji dotyczących wdrażania tak zwanego projektu systemowego dla organizacji pozarządowych (Poddziałanie 5.4.1 w Programie Operacyjnym Kapitał Ludzki). Ostatecznie jednak spotkanie zboczyło na temat dotychczasowych złych doświadczeń i dość szczegółowych, a mało strategicznych postanowień dotyczących dalszych kroków. Trudno jednak aby tak się nie stało, skoro poziom bardziej lub mniej ukrytych pretensji obu stron, nie pozwala na spojrzenie strategiczne. Nie znaczy to jednak, że nie można wykorzystać tego co się zadziało. Spójrzmy jednak najpierw na to, co usłyszałam, podsłuchałam i zauważyłam. To nam powie znacznie więcej niż sucha relacja ze spotkania – a od niej się właśnie zaczęło….

Niby nic, a już na początku mała utarczka…

Organizatorzy zadali pytanie, czy spotkanie będzie protokołowane i czy ktoś się zgłasza do tego zadania. Udało się wyłonić wolontariusza ze strony pozarządowej, który obiecał przygotować notatkę w ciągu tygodnia. Na to rozległ się komentarz ze strony Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS), wykpiwający fakt, że na sporządzenie notatki potrzeba aż tygodnia. Przemknęło mi przez głowę, że chciałabym zobaczyć jakąkolwiek ministerialną notatkę tak szybko, ale zmilczałam…

Potem, mimo dobrej woli uczestniczek i uczestników było niestety już tylko gorzej…

Wróciliśmy do kwestii tworzenia Planu Działania na 2009 rok. Strona pozarządowa wskazywała na brak procedur i informacji. Na to oburzył się dyrektor jednego z departamentów MPiPS, że pierwszy projekt dokumentu był już znany stronie pozarządowej w sierpniu 2008. Zabrakło mi refleksu żeby zapytać komu? Chociaż domyślam się komu. Zapewne został przedstawiony Radzie Działalności Pożytku Publicznego czy Grupie Roboczej ds. dobrego rządzenia. I tu rola Ministerstwa się kończy – dalej musicie się już Państwo jakoś zorganizować. Chwilowo pominę milczenie wątek tego, kto posiada środki na dbanie o przepływ informacji i zwrócę uwagę tylko na jeden z podniesionych przez stronę pozarządową argumentów. Otóż całkowity brak zasad dotyczących udostępniania dokumentów przedstawianych przez MPiPS na spotkaniach, powodował że wszyscy, którzy poznali je nieoficjalnie, czuli się jak uczestnicy spisku. W celu zalegalizowania posiadania projektu Planu Działania na 2009 rok i jego dalszego upubliczniania, nasza organizacja – Stowarzyszenie Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich – zwróciła się z wnioskiem o dostęp do informacji publicznej do MRR i odczekała 14 dni na otrzymanie dokumentu oficjalną drogą. Czyż to nie tragiczny przykład choroby instytucjonalnej, którą mamy po dwudziestu latach demokracji?

Brak procedur jest też przyczyną innych patologicznych zjawisk w kontaktach organizacji z administracją. Posiadając odpowiednią pozycję i pomysł można zastosować procedurę antyszambrowania. Administracja, jak wnioskuję z wypowiedzi przedstawicielki Ministerstwa Rozwoju Regionalnego (MRR), bardzo sobie taką przedsiębiorczą postawę ceni. Przychodzą osoby z pomysłami i administracja stara się odpowiedzieć na przejawy inicjatywy. Chyba jednak mało kto z nas wie, że to jest obowiązująca procedura. Ba, ośmielam się twierdzić, że jest to procedura szkodliwa i z nią należy walczyć.  Otrzymałam ostatnio sygnał o podobnym przypadku. Administracja przygotowywała projekty systemowe z partnerami pozarządowymi będącymi zarówno autorami pomysłów, jak i ich przyszłymi realizatorami. Dowiedziała się o tym przedstawicielka organizacji nie uwzględnionej w tej spółce i po interwencji telefoniczne otrzymała udziały. Czy naprawdę do tego zmierzaliśmy? I czy winne są temu organizacje, którym wygodnie w tym patologicznym systemie, czy administracja która go podtrzymuje? Wydaje się, że żadna strona nie ma tu złej woli. Raczej wykazuje jej brak. Jeśli czegoś nie zrobimy wspólnie, będziemy żyli w poczuciu frustracji, które komunikują obydwie strony.

A jak ta frustracja wygląda w praktyce? Podsłuchałam na boku, jak przedstawicielki Ministerstw wymieniały uwagi o wrzutce w ostatniej chwili, podczas Komitetu Monitorującego. Chodziło o zmianę punktacji dotyczącą obszarów priorytetowych w działaniach strażniczych – o czym już pisaliśmy. Nie sadzę aby słowo wrzutka było adekwatne. Krzyczeliśmy, że tak być nie może dość długo i głośno. Niemiłym zaskoczeniem dla administracji było natomiast, że tym razem w miarę skutecznie. Problem w tym, że żadne z Ministerstw tego nie słyszało, bo tak naprawdę nie ma żadnych kanałów komunikacji – na portalach pozarządowych wrze, a administracja żyje w przekonaniu, że przecież zaprasza, jest otwarta, listy pisze. Na poparcie tej tezy przytacza przykład spotkania z Komisją Europejską w sprawie Planu Działania na 2009 rok, na które nikt z organizacji się nie stawił. O tym co sądzimy o tym zaproszeniu, wysłanym do jednej osoby, która najwyraźniej sama z siebie miała wpaść na pomysł, żeby poinformować innych już pisaliśmy. Ciekawy był także inny komentarz, ze strony MRR: O przepraszam, jak to nie było strony pozarządowej, był przecież Dyrektor Więckiewicz! [Dyrektor Departamentu Pożytku Publicznego w MPiPS]. Z całym szacunkiem…

To niestety nie wszystko

Takich pobocznych uwag było jeszcze wiele. Niestety nie udało się osiągnąć na spotykaniu żadnych kluczowych i przełomowych postanowień. Ustalono, że powstanie Komitet Sterujący, który zajmie się kontaktami z administracją w sprawie Działania 5.4. Tu niestety kamyczek do ogródka strony pozarządowej. Moim zdaniem, jeżeli proces informowania i ustalania stanowisk zakończy się na tym Komitecie, a informacje o tym co jest dyskutowane i jakie decyzje podejmowane nie trafią do odbiorców z sektora, to nic się nie zmieni. Zwracał na to uwagę jeden z uczestników spotkania, mówiąc że organizacje wspierające też wytworzyły jakiś własny, hermetyczny język którym rozmawiają z administracją i miedzy sobą, ale nie troszczą się już o zapytanie tych, którzy działają w lokalnych środowiskach.

Inne istotne kwestie, o których mówiono na spotkaniu to strategiczne spojrzenie na przedsięwzięcia realizowane w ramach Działania 5.4 i pamiętanie, że poza procedurami musi istnieć jeszcze jakaś wizja tego, co chcemy osiągnąć. Przywołany tu został abstrakcyjny przykład, w którym wskazywano, że skoro zakłada się, iż do 2013 roku powstaną biura poradnictwa obywatelskiego we wszystkich powiatach w Polsce, to nie można następnie wspierać w jednym konkursie pięciu centrów w Lublinie. Wskazywano także na to, że organizacje, które interesują się tym jak podejmowane są decyzje dotyczące wydatkowania środków, robią to aby wpływać na decyzje w swoim własnym interesie. Przyznając rację tym głosom, trudno jednak nie podnieść kwestii, że umożliwia to mało partycypacyjny i zamknięty system podejmowania decyzji. Z jednej strony nie wyobrażamy sobie, że to administracja będzie tworzyła nam standardy postępowania, z drugiej walka o jakąkolwiek partycypację zajmuje nam tyle energii i tak ogranicza liczbę aktorów, że zatrzymujemy się na reprezentowaniu swojego interesu jedynie. Może się zdarzyć, że chcąc uniknąć posądzenia o interesowność musimy zrezygnować z ubiegania się o środki. Tu posłużę się przykładem mojej rodzimej organizacji, która zapłaci za swoje zainteresowanie Planem Działania na 2009 rok wykluczeniem się z konkursu. Takie mamy zasady kodeksu etycznego i tak musimy zrobić. Gdybyśmy mogli być jednym z wielu aktorów otwartej dyskusji o priorytetach strażnictwa w Poddziałaniu 5.4.2, nie popadalibyśmy w konflikt interesów. Byliśmy jednak zbyt zaangażowani w próbę dobicia się do uwagi administracji, żebyśmy teraz mogli zachować wiarygodność, w wypadku ubiegania się o środki na jakikolwiek monitoring. Postanowiliśmy jednak bacznie obserwować ich wydatkowanie, na miarę naszych społecznych sił i możliwości.

Obszary do zaopiekowania

Tak więc wnioski ze spotkania są z jednej stronie niewesołe – mimo licznych procedur, w kluczowych sprawach są one nieobecne. Administracja nie wie z kim ma rozmawiać – najchętniej widziałaby po stronie pozarządowej jakieś jednolite ciało przedstawicielskie. To jest z kolei nie do przyjęcia dla organizacji. Nie po to reprezentujemy różne punkty widzenia. I nie my ponosimy polityczną odpowiedzialność za decyzje. Mamy jednak prawo komunikować swoje wątpliwości. Jawność jest kategorią nierozumianą. Traktowaną jako utrudnienie. Wołanie o zmianę na rzecz większej przejrzystości jest traktowane dość protekcjonalnie. Takie tam pokrzykiwania, a przecież i tak wiadomo, że każdą sprawę trzeba obgadać w ciszy i spokoju. Owszem, to znana zasada udanej polityki – kluczowe i strategiczne decyzje nie są podejmowane w świetle jupiterów, pod naciskiem opinii publicznej. Ale do podjęcia takich decyzji konieczne są informacje od tych, którzy poczują skutki decyzji politycznych. A otwartości na otrzymanie tych informacji wciąż brakuje. Niezależnie od poziomu wzajemnych animozji, należałoby zatem ustalić taki system wymiany informacji, który uwzględni wszystkich istotnych aktorów. Brakuje wizji wydatkowania środków – aby osiągnąć trwałą zmianę za każdym razem, gdy podejmowana jest decyzja o wynikach konkursu trzeba by się odnieść do głównych celów wsparcia, a nie tylko do wyników oceny dokonanej przez ekspertów. Do tego trzeba wizji i odwagi do uzasadnienia wyboru i poniesienia jego konsekwencji. Dla pewności dodam, że nie chodzi o takie podejmowanie strategicznych decyzji jak w FIO 2007, gdzie wizja była ewidentnie prywatnym pomysłem kolejnych Ministrów.  Dialog administracji z sektorem mógłby pomóc w wypracowaniu wizji zrozumiałej i uznawanej przez obywatelki i obywateli. W końcu zaś brakuje słuchania potrzeb i rozmów wewnątrz sektora. Przesiąknęliśmy eurożargonem i nie wiemy jak opowiedzieć o tym co się dzieje i jakie to ma znaczenie dla organizacji zajmującej się seniorami, czy pomocą żywnościową dla najuboższych. Nie tylko projekty bezpośrednio nakierowane na pomoc ich beneficjentom mają znaczenie. Także rozmowy organizacji wspierających z administracją się liczą – budują system, który mógłby znacznie ułatwić życie każdej organizacji. Niestety, jak pokazują doświadczenia na razie bez sukcesu – co potwierdzają wnioski ze spotkania i bezpośrednia informacja zwrotna.

Mimo krytycznej oceny spotkania, jestem pełna nadziei na zmianę. Wbrew temu co opisałam, atmosfera była otwarta i dobra. Jak na dłoni było widać, że zupełnie nie umiemy ze sobą rozmawiać, ale obie strony chciałyby coś z tym zrobić. I obie strony mają problem jak?. Sprawą strukturalizowania tego dialogu ma zająć się Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych. My się będziemy dalej przyglądać. I zapewne raczej krytykować. Ale cel będzie wspólny – doprowadzić do partnerstwa i wzajemnego szacunku administracji i organizacji obywatelskich.

Katarzyna Batko-Tołuć

Notatka ze spotkania 3 lutego 2009 znajduje się tutaj.

Pomóż jawności i naszej niezależności!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *